WKKDC: Wonder Woman. Krąg

Dodano: 13 października 2017

[Głosów: 0]

W KRĘGU AMAZONEK

 

Nigdy nie należałem do fanów Wonder Woman. Zbyt wiele rzeczy bowiem nie przekonywało mnie w tej postaci (origin, fakt jej mitologiczności etc.), a i jej przygody – poza znakomita Hiketeią – jakoś do mnie nie trafiały. Poza tym przenoszenie starogreckich wierzeń na grunt opowieści obrazkowych zawsze wydawało mi się naciągane, jakby twórcy, psychologowi Charlesowi Moultonowi, który podpierał się w tym przypadku także feministycznymi wzorcami, zabrakło pomysłu – to zamaskowani herosi mieli być mitologią nowych czasów, a nie na odwrót. Bywa. Jest tylu komiksowych bohaterów, za którymi nie przepadam, jeden (a właściwie jedna) więcej nie robi różnicy, prawda? Nie do końca, bo Wonder Woman można nie lubić, ale nie można nie docenić. To w końcu pierwsza komiksowa heroina, a jakby tego było mało, stanowi także (obok Supermana i Batmana) jeden z filarów wczesnego komiksu superbohaterskiego – na dodatek dotrwała do naszych czasów i wciąż cieszy się niemałą popularnością, a to o czymś świadczy. Runów, które bądź to zdefiniowały postać na nowo, bądź też wybiły się ponad przeciętność, w serii nie brakowało, ten pisany przez Gail Simone także zdobył pewną popularność i to właśnie otwierającą go opowieść, zatytułowaną Krąg, postanowiło przybliżyć nam wydawnictwo Eaglemoss w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics. Jak przedstawia się ta historia?

Przeszłość. Hipolita odwiedza uwięzioną Alkione, która uparcie odmawia okazania skruchy. Co więcej, więźniarka oskarża Hipolitę o zdradę, jaką było zrodzenie Diany – smoczycy, jak ją nazywa, i błaga, by zabiła dziecko, a wtedy ich plemię się odrodzi. A skoro nie chce tego zrobić, niech chociaż powie córce prawdę, żeby ta mogła sama zdecydować. Prawdę, która złamie dziecku serce…

Teraz. Wonder Woman w Afryce zmaga się ze zbuntowanymi hiperinteligentymi gorylami. Sfrustrowani, oszukani przez Grodda przeciwnicy widzą w niej wroga, ale wkrótce przekonują się, że niesłusznie. Co więcej, dom Diany staje się ich chwilową ostoją, a tymczasem ona sama rusza w kolejną misję, tym razem nie jako superbohaterka, a agentka. Wysłana przez dyrektora Steela do Kanady, gdzie Grodd pracuje nad założeniem komórki Stowarzyszenia w centrum Toronto, nieświadoma, że w agencji pojawił się kret, trafia w sam środek zagrożenia, które może zniszczyć nie tylko ją, ale amazonki w ogóle. Powrócił bowiem Kapitan Nazista i chce znaleźć miejsce idealne dla siebie, swoich ludzi i ideologii. A właściwie już znalazł – Temiskirę, rodzinną ziemię Diany, a jego oddziały właśnie jej poszukują, mając tylko jeden cel: zabić każdego, kogo tam znajdą…

Już ta fabuła po części pokazuje, dlaczego za Wonder Woman nie przepadam. Inteligentne goryle w stylu Planety małp? Litości. Grodda zawsze uważałem za jednego z najgorzej pomyślanych łotrów uniwersum DC. Kapitan Nazista, choć bohater można rzec sentymentalny, bo stworzony w 1941 roku przez wydawnictwo Fawcett Comics (DC przejęło go 37 lat później), także nie do końca mi tutaj pasuje. O wiele lepiej byłoby zrobić opowieść retro, jakiś epizod z czasów drugiej wojny światowej (lub dziejący się tuż po niej), z odniesieniami do historii komiksu, który w tym okresie przeżył załamanie i dopiero w połowie lat 50. XX wieku odzyskał zainteresowanie czytelników, rozpoczynając Srebrną Erę opowieści obrazkowych. Wziąć przykład z Alana Moore’a i jego Top 10, zabawić się możliwościami jakie niosłaby taka fabuła. Mamy jednak typowy komiks środka, naprawdę niezły, mimo tego, jak brzmi opis jego treści, i dobrze poprowadzony.

Fabuła napisana przez Simone nie jest niczym odkrywczym, na szczęście nie razi wtórnością czy brakiem logiki. Autorka pisanie serii przejęła w dość niefortunnym momencie, bo Diana, na skutek rzuconego na nią czaru, moce ma tylko wtedy, kiedy wdziewa strój Wonder Woman, a pozostając w cywilnych ubraniach nie różni się niczym od zwykłych ludzi. Najwyraźniej jednak ten stan rzeczy nie pozwala jej bardziej odnaleźć się w ich świecie, choć stara się to zrobić poprzez pracę w roli agentki Departamentu do Spraw Metaludzi. Nie brzmi to najlepiej, ale scenarzystka postarała się coś z tego wszystkiego wycisnąć, podlewając całość solidną dawką akcji i nie zapominając o retrospekcjach, które są chyba najciekawszym elementem Kręgu. I wyszło jej to naprawdę nieźle.

I nieźle całość przedstawia się także graficzne. Za rysunkami Dodsona nie przepadam, ale tym razem śmiało mogę powiedzieć, że dał radę. Nadal jest tu dla mnie zbyt wiele cartoonowości, która sprawia, że lepiej pasują do humorystycznych treści, a jednak nie razi to w oczy – wręcz pasuje do tej historii. Najlepiej jednak i tak pod tym względem prezentują się dodatkowe zeszyty ze Srebrnej Ery Komiksu, #98 i #105 Wonder Woman, z lat 50. Urocze ilustracje, bohaterki ukazane niczym pin-up girls, kolory jak z komiksu dla dzieci… Nawet fabularna naiwność przygód tu przedstawionych (mamy zarówno przegląd dziedzictwa Diany, jak i jej młodzieńcze losy; szkoda, że zabrakło debiutanckiego zeszytu), infantylność i słodycz, nie rażą, tylko urzekają. I dla takiej właśnie klasyki chce się czytać Wielką Kolekcję Komiksów DC Comics, nawet jeśli główna opowieść albumu do tego nie zachęca. Na szczęście cały ten tom także nie zawodzi, choć raczej przeznaczony jest głownie dla miłośników Wonder Woman.

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Monika Banik.

Dziękujemy Eaglemoss za udostępnione egzemplarze recenzenckie z Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics.

Tytuł: Wonder Woman: Krąg

Scenariusz: Gail Simone

Rysunki: Terry Dodson, Ron Randall

Kolor: Lee Loughridge, Alex Sinclair, Pete Pantazis

Okładka: Terry Dodson

Wydawca: Eaglemoss

Data wydania: 2016

Liczba stron: 144

Oprawa: twarda

Format: 17,5 x 26,2 cm

Druk: kolor

 

Oceń wpis:
[Głosów: 0]