Wieża Babel Granta Morrisona

Dodano: 12 września 2014

[Głosów: 1]

THE ANATOMY OF ZUR-EN-ARRH. UNDERSTANDING GRANT MORRISON’S BATMAN

WIEŻA BABEL GRANTA MORRISONA

 16full500

Pamiętam swój pierwszy kontakt z tekstami autorstwa Granta Morrisona. Była to seria „New X-Men” wydawana w Polsce w ramach wydawnictwa „Dobry Komiks”. Chociaż byłem wówczas o wiele młodszym, i bardziej naiwnym, czytelnikiem komiksów, już pierwszy zeszyt „New X-Men” zrobił na mnie spore wrażenie. Do tej pory przygody marvelowskich mutantów, poza nielicznymi wyjątkami, kojarzyły mi się z komiksową odmianą telewizyjnych „Power Rangers”, w której grupa nadnaturalnych herosów spuszcza łomot najbardziej wymyślnym nawet cudakom. Seria Morrisona była czymś innym. Zapewne też z racji specyficznego rysunku Franka Quitely’ego, moim zdaniem niesłusznie krytykowanego, „New X-Men” mieli w sobie jakąś nie dającą się do końca opisać egzotykę, a ponadto – co od początku zwróciło moją uwagę w tekstach Morrisona – zgrabnie balansowali między „poważną” treścią społeczną, a fantastycznymi pomysłami w stylu niezwykłej siostry bliźniaczki Charlesa Xaviera. Przygody mutantów, wcześniejsze o kilka lat od przejęcia przez szkockiego twórcę postaci Batmana, miały już w sobie wszystkie najważniejsze elementy specyficznie „morissonowej” narracji, w której nic nie jest zbyt fantastyczne, ani zbyt „retro”.

Takie wnioski można wyprowadzić także z lektury książki „The Anatomy of Zur-En-Arrh. Understanding Grant Morisson’s Batman” autorstwa Cody Walkera – drobiazgowej analizy wszystkich tytułów z serii przygód Człowieka-Nietoperza, nad którymi pieczę sprawował autor „Animal Mana”. Rezultat analitycznej pracy Walkera przedstawia Granta Morrisona jako jednego z najodważniejszych, ale i najbardziej oryginalnych twórców, jacy kiedykolwiek mieli okazję pracować nad postacią Batmana. „The Anatomy of Zur-En-Arrh” zawiera dwie, szczególnie istotne jak sądzę, tezy dotyczące nieocenionego wkładu Morrisona w mitologię Batmana. Pierwsza z nich odnosi się do kontinuum przygód Batmana jako nierozerwalnej całości, druga zaś dotyczy samego bohatera, który w ujęciu Morrisona staje się kimś więcej, niż człowiekiem w kostiumie, a nawet kimś więcej, niż człowiekiem w ogóle.

Batman_Return_of_Bruce_Wayne_1-6_Teaser_Covers

Przeważnie przejęcie danego tytułu przez nowego scenarzystę wygląda podobnie – zjawia się nowy autor, który chce maksymalnie odświeżyć serię i nadać jej indywidualny rys. Bardzo rzadko zdarza się, aby nowy scenarzysta podchodził wiernie do całej spuścizny konkretnego tytułu bez dokonania wstępnej selekcji obowiązującego kanonu. Przygoda Granta Morrisona z postacią Batmana rozpoczyna się jednak właśnie w taki, niecodzienny sposób. Dla Morrisona, jak stwierdza Walker, każda historia Batmana ma znaczenie i absolutnie każdy element jego mitologii musi być uwzględniany tak przez autora scenariusza, jak i czytelnika. Pomijając pierwsze przymiarki Szkota do uniwersum Człowieka-Nietoperza, takiej jak „Azyl Arkham” czy „Gothic” do których wrócę później, początek jego runu w ramach serii „Batman” nosi już w sobie wszelkie znamiona charakterystycznego stylu. „Batman i syn” to historia, w ramach której Morrison przejmuje stery nad Batmanem i to od razu wzbudzając liczne komentarze wśród najzagorzalszych fanów. Postać Damiana Wayne’a należy z pewnością do najbardziej kontrowersyjnych postaci w dziejach amerykańskiego komiksu. Morrison wkraczając na scenę regularnego tytułu od razu proponuje czytelnikom opowieść, której na pierwszy rzut oka bliżej do odcinków rodem z lat 50., kiedy to Nietoperzową familię zasilały, obok ludzkich Bat-pomocników, postacie, takie jak Bat-pies czy Bat-małpa. W rzeczywistości Morrison, nawiązując do wcześniejszej, alternatywnej przygody z udziałem Batmana o tytule „Son of the Demon”, w której dochodzi do seksualnego zbliżenia pomiędzy Bruce’m Wayne’m, a Talią al Ghul, daje czytelnikowi wyraźny sygnał, że każda z opowiedzianych do tej pory eskapad Mrocznego Rycerza będzie miała swoje odbicie w wizji Szkota. Symbolicznie wyraża to, jak przenikliwie zauważa Cody Walker, jaskinia nietoperza, w której widzimy zestaw kolejnych Batmobili – od najstarszych modeli, po kampowe wersje z lat 60. aż do opływowych kształtów nawiązujących do „Batmana” Tima Burtona. „Batman i syn”, jako pierwszy akt Batmana według Granta Morrisona ustala od razu wszystkie najważniejsze ramy tego odnowionego uniwersum – otrzymujemy tu niezwykle eklektyczną, aczkolwiek doskonale zbilansowaną konstrukcję, w której pojawiają się aluzje zarówno do Batmana w wersji realistyczno-detektywistycznej, jak i przygodowo-fantastycznej, której zwieńczeniem jest podróż na Gibraltar Batmana i jego nowego pomocnika w Bat-rakiecie.

O ile „Batman i syn” ustala ramy konstrukcyjne dla komiksowej narracji, którą będzie posługiwać się Grant Morrison, o tyle późniejsze historie, jak „Three Ghosts of Batman” czy w szczególności „Batman R.I.P.”. dają wyraz interpretacji postaci samego Batmana, która także budzi kontrowersje wśród miłośników serii. Właściwie każdy scenarzysta przejmując nadzór nad przygodami Wayne’a stawia sobie za cel powiedzieć coś nowego o samym bohaterze, zaprezentować jego świeżą wizję w oparciu o autorskie sympatie i pomysły. Należy jednak przyznać od razu, iż mało który tekściarz związany z serią Batmana wykazał się w swym odczytaniu mitu głównego bohatera równie dużą inwencją, co Morrison. Pracę autora w tym zakresie można podzielić na dwa etapy – ten, dla którego symbolicznymi tytułami okazały się „Azyl Arkham” i „Batman R.I.P.” oraz późniejszy, spod znaku „Batman, Inc.”. W początkowej fazie kierowania Batmanem wyraźnie widać w historiach Morrisona jego zafascynowanie gotycką nadnaturalnością i symboliką. Pamiętny cytat Szalonego Kapelusznika z „Poważnego domu na poważnej ziemi” przywołuje figurę zwierciadła, jako metafory dla Azylu, w którym przegląda się zbawca Gotham City. Według Walkera, podróż po Arkham staje się jednak dla Morrisona czymś więcej, niż tylko seansem w gabinecie krzywych luster. Cała historia, jak przekonuje autor „The Anatomy of Zur-Enn-Arrh”, jest próbą dekonstrukcji i odbudowy postaci Batmana, czyli de facto zamkniętą w pigułce filozofią samego Morrisona w odniesieniu do jego pomysłu na postać Batmana. Symbolicznie wyraża to zdanie wygłoszone przez dr Ruth Adams: „Sometimes we have to pull down in order to rebuild, Batman”.Zdaniem Walkera, wystarczy usunąć przecinek po słowie rebuild, aby otrzymać przepis szkockiego autora na jego podejście do serii przygód Nietoperza. I rzeczywiście, spoglądając na cały dorobek Morrisona w odniesieniu do postaci Batmana widzimy, iż stopniowo przedstawia on rozpad dotychczasowego wizerunku bohatera, najdosłowniej wyrażony w serii „Batman R.I.P.”, w której Wayne jest torturowany przez dr. Hurta, czyli… samego diabła, aby zaproponować w późniejszym czasie coś nowego i od-budowanego, czyli wizję Batmana jako rodzaju ponadjednostkowej idei w „Batman Inc.”.

Batman+-+The+Return+of+Bruce+Wayne+#3+027

Wstępem do „Batman Inc.” jest seria „The Return of Bruce Wayne”, w moim odczuciu najbardziej fantastyczna, ale i najbardziej interesująca spośród batmanowego dorobku Szkota. „The Return of Bruce Wayne” na poziomie fabularnym opisuje zupełnie nieprawdopodobną, jak na warunki post-millerowskie, podróż w czasie Batmana, który trafia chociażby w tak egzotyczne lokalizacje, jak prehistoryczne równiny, Gotham w epoce wiktoriańskiej, czy też żywcem wyjęte z kryminałów noir z lat 30. Celem tej ponadczasowej podróży Wayne’a jest dokonanie symbolicznej od-budowy postaci Batmana po wydarzeniach z „Batman R.I.P.”. Morrison daje jasno do zrozumienia, iż heros w stroju nietoperza jest ponadczasową ideą, która powrócić musi niezależnie od kontekstów czasowych czy kulturowych. Bez względu na to, czy obserwujemy narodziny pre-Batmana w pierwszym zeszycie „The Return of Bruce Wayne”, czy też jego późniejsze inkarnacje, kiedy w mrocznych lasach rodem z czasów i powieści Lovecrafta walczy z nieludzkim potworem, przesłanie wydaje się jasne – każda epoka potrzebuje Batmana, a jego idee są nieśmiertelne. To logicznie wprowadzony drugi etap wznoszenia przez Morrisona własnego pomnika postaci Batmana, która swoje zwieńczenie osiąga w serii „Batman Inc.”. Już symboliczny wstęp, będący kolejnym odtworzeniem momentu narodzin koncepcji Batmana w głowie Bruce’a Wayne’a, jest znaczący w kontekście filozofii Morrisona. Młody Wayne obserwuje walkę nietoperzy na nocnym niebie, w wyniku której jeden z nich zostaje śmiertelnie ranny i pada na ziemię. Tak oto stara idea Batmana zostaje zastąpiona nową, w której to wielość zastępuje jednostkę (jeden nietoperz ginie pod naporem grupy rywali). „Batman Inc.” ponownie irytuje niektórych miłośników tej postaci, zbyt mocno zbliżając się, zdaniem tychże, do czasów, w których scenarzyści komiksowi prezentowali kolejne, zagraniczne i kolorowe wcielenia postaci Batmana. W „Batman Inc.” Bruce Wayne powołuje międzynarodową grupę bohaterów, której celem jest przeciwstawienie się złowrogiej organizacji Lewiatan. Zasadniczo jednak, jak zauważa Walker, ponownie Morrison kryje swe prawdziwe zamiary znacznie głębiej, niż wskazuje na to sama fabuła. Zdaniem Cody Walkera pomysł na „Batman Inc.” stanowi dopełnienie wizji Batmana jako idei, która z kolei stanowi najgłębszy fundament serii nadzorowanej przez twórcę „Azylu Arkham”. W ostatnim dużym projekcie prowadzonym przez Morrisona Batman zostaje symbolicznie od-budowany, jako ponadczasowy i ponadnarodowy trop zachodniej (pop)kultury, który wykracza poza ciało oraz możliwości jednego człowieka (Bruce’a Wayne’a). „Batman jest wszędzie. A gdyby nawet nie istniał, to musielibyśmy go stworzyć” – stwierdza zawadiacko Wayne w szóstym odcinku „Batman Inc.”, co stanowi jednocześnie doskonałe epitafium dla całego wkładu Morrisona w mitologię Batmana.

W tytule niniejszego tekstu umieściłem nawiązanie do wieży Babel, jako odnośnik do wkładu Granta Morrisona w spuściznę przygód Batmana. Na pierwszy rzut oka wydaje się bowiem, iż Szkot zaprowadził w serii prawdziwy chaos umieszczając w niej nawiązania do wszelkich możliwych estetyk i stylów – od kampowych gadżetów, po mroczne, zaczerpnięte rodem z horroru fabuły i postacie w „Batman R.I.P.” czy „Gothic”. Koniec końców okazuje się jednak, iż cała ta kakofonia, która może w pierwszej chwili dezorientować i drażnić, ma swój głęboki i wyraźny sens. Jest nim właśnie owo spojrzenie na postać Batmana, jako na wykraczającą poza ramy konkretnych uwarunkowań społeczno-kulturowych, ale także gatunkowych czy artystycznych, ideę, którą czeka z pewnością jeszcze wiele transformacji i eksperymentów. Należy jednak przyznać, iż jest to odświeżający i podany w dodatku w niezwykle urozmaiconej formie wniosek, który czyni z pracy Granta Morrisona nad przygodami Batmana rzecz wartą uwagi i studiowania. Wstępem do owych studiów niech będzie natomiast książka Cody Walkera, która dostarczając licznych tropów interpretacyjnych, zaprasza jednocześnie do samodzielnej podróży po zaskakujących podróżnika ulicach Gotham w wydaniu Morrisona.

Autorem recenzji jest dr Tomasz Żaglewski – Absolwent Zakładu Badań nad Kulturą Filmową i Audiowizualną Instytutu Kulturoznawstwa UAM; jego zainteresowania koncentrują się wokół różnorodnych zagadnień kultury popularnej oraz kultury medialnej (w tym w sposób szczególny tematyka historii i teorii komiksu); prywatnie wielbiciel twórczości Mike’a Mignoli marzący o dydaktycznym stażu w Instytucie dla Utalentowanej Młodzieży Charlesa Xaviera

Serdeczne podziękowania dla Sequart Organization za udostępnienie egzemplarza do recenzji. Recenzowaną książkę możesz kupić na tej podstronie: http://sequart.org/books/16/the-anatomy-of-zur-en-arrh-understanding-grant-morrisons-batman/

„The Anatomy of Zur-En-Arrh. Understanding Grant Morrison’s Batman”

Autor: Cody Walker

Wydawca: Sequart Organization

Data wydania: czerwiec 2014

Objętość: 271 stron

Oceń wpis:
[Głosów: 1]
Wieża Babel Granta Morrisona written by Chudyśrednia ocen5/5 - 1oceny użytkowników
  • Jaskier

    Bardzo ciekawy i przyjemny w odbiorze tekst. 😉

  • Chmielu

    Grant Morrison dostał wolną rękę w realizacji swojej absurdalnej, niedorzecznej wersji Mrocznego Rycerza ponieważ jest pupilem DC Comics. To jeden z niewielu facetów, których twórczość (a nie sama marka postaci) generuje dla wydawnictwa zyski i pozwala obnosić się im z faktem, że oto mają w swojej stajni artystów legendarnego Granta Morrisona. Muszą jakoś przejść do porządku dziennego nad faktem, że większe talenty pracowały lub pracują dla Marvela. Stąd i Szkot może pozwolić sobie na fabularne koszmarki, które w scenariuszach mniej uznanych twórców zostałyby z miejsca odrzucone. Pomysły innych pisarzy są dławione zapisami tzw. biblii Batmana, natomiast Morrisonowi pozwala się na wszystko – w obawie, że odejdzie do konkurencji. Klakierzy recenzenci przyklaskują, tłuszcza kupuje bo klakierzy dobrze piszą/mówią, DC zarabia, a Morrison zastanawia jaki jeszcze postmodernistyczny bełkot wcisnąć, żeby umocnić swoją pozycję w historii komiksu. A samego Batmana ma w ….. Smutne.