WKKDC: Batman. Pod kapturem

Dodano: 1 lutego 2019

[Głosów: 1]

PRZESZŁOŚĆ ZNÓW DAJE O SOBIE ZNAĆ

 

Kiedy po niezłym Hushu pisanie przygód Batmana na pewien krótki czas przejął Brian Azzarello, zamiast kontynuować wątki z tamtej opowieści, skupił się na samodzielnej historii, utrzymanej w typowej dla niego, brudnej, kryminalnej stylistyce, mocno czerpiącej z gatunku noir. Niedługo po nim za sterem cyklu zasiadł Judd Winick, autor cenionego Pedro and Me i od razu zajął się jedną z rozpalających wyobraźnię fanów kwestii, które w Hushu zostały niewyjaśnione. O czym mowa? Oczywiście o zniknięciu ciała Jasona Todda z grobu. I na tym właśnie wydarzeniu Winick zbudował swoją całkiem udaną opowieść, której najważniejsza część ukazała się po polsku w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics  w tomie Batman: Pod kapturem.

W Gotham City pojawia się kolejny Red Hood. Batman staje z nim do walki, ale obaj wydają się być sobie równi. Mroczny Rycerz pada pokonany, przeciwnik zdziera mu maskę z twarzy, ale potem zdejmuje swoją, a jego tożsamość wstrząsa herosem. Kto tym razem kryje się pod czerwonym kapturem? Zanim się tego dowiemy, obserwujemy jak właściwie doszło do obecnej sytuacji i jak nowy łotr pojawił się w Gotham, gdzie półświatek znajduje się obecnie pod kontrolą Czarnej Maski…

Odnośnie tego albumu mam jeden podstawowy zarzut (nie mówię, że nie ma on innych minusów, ale ta rzecz wydaje się być najistotniejsza), a mianowicie, że wydawca nie pokusił się o opublikowanie całego story arcu rozpisanego na czternaście zeszytów, a jedynie jego pierwszą połowę. Owszem, jest to połowa autonomiczna i nie zostawiająca zbyt wielu luźnych wątków, niemniej chyba każdy wolałby poznać całość. Tym bardziej, że wiele historii WKKDC serwowało nam w dwutomowych edycjach i to bez większych przeszkód. Tak czy inaczej jednak dobrze, że Pod kapturem w ogóle pojawiło się na polskim rynku, bo to kawał udanego komiksu z Batmanem w roli głównej, który wprowadza niemałe zamieszanie w jego życiu i zapoczątkowuje zmiany obecne w serii po dziś dzień. Postaram się omówić to wszystko bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły, tak by nie psuć Wam przyjemności, ale i bez spoilerów łatwo jest domyślić się głównej wolty tej opowieści.

Co prawda całość opiera się przede wszystkim tajemnicy kto kryje się pod czerwoną maską, ale ważniejsze staje się tu pytanie, jak właściwie ta osoba może być obecnym Red Hoodem i dlaczego obrała tę, a nie inną ścieżkę. Oczywiście autor stara się nas zwodzić i trzymać w niepewności do samego końca, ale ten akurat element opowieści zawodzi, bo za dużo mamy tropów po drodze. Zresztą każdy, kto czyta obecne opowieści o Batmanie wydawane w Polsce i tak doskonale wie, z kim mamy tu do czynienia. Za to skupienie się na akcji, wrzucenie do historii plejady wrogów Mrocznego Rycerza i podkręcenie tempa, w połączeniu z paroma klimatycznymi (a czasem też o brutalnymi) scenami wyszło historii na dobre. Pod kapturem zaczyna się i kończy mniej więcej w tym samym miejscu, przez co nie wszystkie zagadki zostają wyjaśnione – to już zadanie dla kolejnych części opowieści – ale wszystko, co powinno w tym tomie układa się w jedną, zamkniętą całość.

Oczywiście komiks ten to rzecz stricte rozrywkowa, nie ma tu więc zbyt wiele głębi a postacie pod względem psychologicznym są prosto skrojone, ale w swojej kategorii prezentuje się naprawdę udanie. Jak na istotny dla mitologii serii komiks przystało, Pod kapturem lepiej wypada pod względem swej ważności, niż jakości, ale to taka uwaga na marginesie, skoro rzecz mimo wszystko trzyma poziom. I tylko szkoda, że graficznie nie zostawia po sobie aż tak pozytywnego wrażenia. Doug Mahnke był lepszym rysownikiem w latach 90. (pamiętacie świetny album Lobo/Maska?), teraz nieco uprościł styl, zrezygnował z tylu detali i poszedł w nowoczesne trendy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie czasem dziwnie użyte cienie czy nie do końca udane twarze bohaterów, którym niekiedy po prostu brak odpowiednich proporcji. Nie mówię, że jest źle, bo ogół nie razi w oczy, ale mogłoby być zdecydowanie lepiej.

Jako całość to jednak dobry album. Wart poznania, jak już wspominałem, głównie ze względu na jego wagę, niż niezwykłe walory artystyczne, ale i jakościowo także całkiem udany. Miłośnicy Batmana będą bardzo zadowoleni, także z dodatku, w którym czeka na nich klasyczna geneza Jokera.

 

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Aleksandra Wucka.

Dziękujemy Eaglemoss za udostępnione egzemplarze recenzenckie z Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics.

Tytuł: Batman: Pod kapturem

Scenariusz: Judd Winick

Rysunki: Doug Mahnke, Paul Lee

Okładka: Matt Wagner

Wydawca: Eaglemoss

Data wydania: 2018

Liczba stron: 192

Format: 17,5 x 26,2 cm

Oprawa: twarda

Druk: kolor

Cena: 41,99 zł

Oceń wpis:
[Głosów: 1]
WKKDC: Batman. Pod kapturem written by Chudyśrednia ocen5/5 - 1oceny użytkowników