THE ZETA PROJECT

Dodano: 4 października 2017

[Głosów: 0]

ŚCIGANI

W jednym z odcinków serialu „Batman Beyond” Terry McGinnis spotyka Zetę – robota-zabójcę, potrafiącego przybrać dowolną postać dzięki holograficznemu przebraniu. Postanowił zrezygnować z narzuconej mu roli gdy dowiedział się, że człowiek, którego miał zabić, był niewinny. Niestety, ścigający go agenci rządowi są przekonani, że Zeta został przeprogramowany przez terrorystów i stanowi zagrożenie. Ostatecznie Batman pozwala uciec Zecie, aby mógł żyć własnym życiem i udowodnić swoją niewinność. O jego dalszych perypetiach opowiada spin-off „Batman Beyond”: serial „The Zeta Project”.

Uciekając przed agentami rządowymi Zeta spotyka Ro, osieroconą nastolatkę żyjącą na ulicy. Oboje ratują siebie nawzajem i postanawiają, że od tej pory będą trzymać się razem. Zee (tak od tej pory nazywa go jego nowa przyjaciółka) pomoże jej odnaleźć rodzinę, ona zaś wesprze go w poszukiwaniu Dr. Eliego Seliga, jego twórcy, który będzie mógł udowodnić niewinność głównego bohatera.

Konstrukcja serialu przywodzi na myśl takie produkcje jak „The Incredible Hulk” i „Ścigany”: niesłusznie oskarżony główny bohater ucieka przed rządowymi służbami, napotykając na swej drodze różnych ludzi, którym stara się pomóc, oraz przeciwników, z którymi musi się zmierzyć. Niestety, pomimo obiecującej koncepcji, „The Zeta Project” to najsłabszy rozdział animowanego uniwersum DC. Zamiast skupić się na tym, co zawsze było największą siłą tego świata – różnorodni, skomplikowani bohaterowie – odcinki serialu są zdominowane przez ciągnące się, nużące sceny akcji. Bohaterowie, których Zee i Ro spotykają na swej drodze, są na ogół jednowymiarowi i jednorazowi. Większość odcinków to pojedyncze, zamknięte historie, pozbawione spajających je wątków i postaci drugoplanowych. Co gorsza, cały serial sprawia wrażenie oderwanego od reszty animowanego uniwersum DC, nie licząc kilku nawiązań oraz gościnnego występu Zety w „Batman Beyond” i Terry’ego w „The Zeta Project”. Jego ton zdecydowanie różni się od poprzedników: minimum przemocy, brak aluzji dla dorosłych, duża ilość humoru (a przynajmniej prób bycia zabawnym), jasne kolory oraz fakt, że akcja toczy się zazwyczaj w środku dnia sprawiają, że jest to produkcja nastawiona na znacznie młodszego odbiorcę. Twórcy zmienili nawet wygląd Zety: ma znacznie łagodniejszy głos i bardziej humanoidalny wygląd niż w „Batman Beyond”.

Główny bohater serialu to paradoksalnie jego najsłabszy element. Zee jest dobroduszny i szlachetny, pomaga wszystkim, nawet swoim wrogom. Niestety, w przeciwieństwie do Supermana, nie odczuwa przy tym żadnych innych emocji, co sprawia, że jest wyjątkowo nudną postacią. Jego naiwność, nierozumienie metafor i ludzkich zwyczajów, co w zamierzeniu twórców miało być źródłem humoru, czyni go dodatkowo irytującym. O wiele ciekawszy jest powiązany z nim wątek Dr. Eliego Seliga i jego tajemnic, którym niestety poświęcono zaledwie trzy odcinki. Podobnie ma się rzecz z przyjaciółką Zee, Ro, postacią o złożonym charakterze i ciekawej przeszłości. Jej sarkastyczne poczucie humoru budzi sympatię, choć może czasami nieco drażnić. Jest przy tym bardzo wrażliwa i opiekuńcza wobec Zee. Serial poświęca jej drugi główny wątek, dotyczący poszukiwania jej rodziny. Odcinki opowiadające tę historię należą do najbardziej poruszających i najlepszych w całym serialu (jeden z nich, „Lost and Found”, odkrywa również w bardzo dobry sposób przeszłość Zee). Kolejną ciekawą pozytywną postacią jest Bucky, nastoletni naukowiec. Kiedy pojawia się po raz pierwszy, jest irytującym, jednorazowym przeciwnikiem. Kolejne odcinki ukazują jednak jego zaskakującą przemianę. Wciąż ma trudny charakter, ale jest przy tym sympatyczny i zabawny, zaprzyjaźnia się z dwójką uciekinierów i wspiera ich dzięki swojemu geniuszowi. Ścigający ich agent Bennet, w przeciwieństwie do pozostałych, jednowymiarowych przeciwników, to bardzo złożona postać. Nie jest czarnym charakterem, wykonuje tylko swoją pracę i jest przekonany, że robi to, co słuszne. Nie żywi nienawiści wobec Zee, jego zdaniem robot został przeprogramowany i nie panuje nad sobą. Chce mu pomóc i ochronić przed nim innych. W odcinku „Quality Time” jest ukazany jako troskliwy ojciec, który niestety nie ma dość czasu dla swego syna. Towarzyszący mu agenci są w większości pozbawieni osobowości. Wyróżniają się jedynie agent West, wyjątkowo irytujący przez swoją głupotę, oraz agentka Lee, która w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że Zee jest niewinny.

Niestety, pomimo pojedynczych ciekawych bohaterów i wątków, „The Zeta Project” to rozczarowujący i niepotrzebny rozdział animowanego uniwersum DC. W przeciwieństwie do poprzednich produkcji jest zbyt łagodny, schematyczny i oderwany od poprzedników. Serial ostatecznie zdjęto z anteny po zaledwie 2 sezonach, na które przypadło łącznie 26 odcinków. Zdecydowanie większym sukcesem okazała się kolejna produkcja DC, której głównym bohaterem był tym razem nastolatek potrafiący kontrolować elektryczność…

Autorem recenzji jest Jakub Michalik. Tytuł magistra filologii angielskiej w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego, autor pracy poświęconej cechom amerykańskiego gotyku w twórczości Stephena Kinga. Zainteresowania: wielkie dzieła literatury światowej (szczególnie okres amerykańskiego romantyzmu, epoki wiktoriańskiej i modernizmu), socjologia kultury popularnej, gatunek superbohaterski w komiksie i filmie, przekład literacki, historia kina, krytyka filmowa. Fan Batmana.

Korekta: Monika Banik.

Tytuł: „The Zeta Project”

Twórca: Robert Goodman 

Obsada: Diedrich Bader, Julie Nathanson, Kurtwood Smith, Michael Rosenbaum, Lauren Tom, Erika Alexander, Dominique Jennings, Ulises Cuadra, Blaine Barbosa, George Segal, Hal Linden

Muzyka: Michael McCuistion, Lolita Ritmanis, Kristopher Carter

Oceń wpis:
[Głosów: 0]