Studium przypadku: Trujący bluszcz

Dodano: 15 maja 2019

[Głosów: 3]

Pamela Lillian Isley

 

Płeć: Kobieta

Wzrost: 167.5 cm (5′ 6″)

Waga: 50 kg (110 lbs)

Oczy: Zielone

Włosy: Rude

Pierwsze pojawienie się: Batman #181 (czerwiec 1966)

Twórcy: Robert Kanigher i Sheldon Moldoff

Ja? Jestem geniuszką. Mogę sprawić, by rośliny zachowywały się jak zwierzęta, a zwierzęta zmienić w rośliny. I sama jestem po części rośliną. Nie widać tego, ale tak właśnie jest… Czym jestem? Jestem Królową Maju, ubraną w koronę z listowia, pąków i cierni. Jestem nadzieją, pięknem i prawdą. Symbolem rozwoju w mrocznych czasach, jakie nadchodzą… Jestem niemożliwym. Woodrue zabił mnie. Wiesz o tym? Nie mam pojęcia, co dawał mi podczas tych studenckich eksperymentów, ale zabił mnie… zabił ją… doprowadził do moich narodzin. Czym jestem? Jestem Trującym Bluszczem.

Poison Ivy (Secret Origins Vol 2 #36)

Pamela Isley przyszła na świat w zamożnej rodzinie. Najmłodsze lata swojego życia spędziła w Seattle, dorastając pod czujnym okiem matki i ojca, była przez nich rozpieszczana do granic możliwości. Fakt, że jednocześnie oboje byli do niej emocjonalnie zdystansowani, na pewno nie najlepiej wpływał na dziewczynkę. Największym problemem małej Pameli stało się jednak jej przewrażliwienie na punkcie wyglądu. Choć była ślicznym dzieckiem, uważała się za brzydką, a to doprowadziło do sytuacji, w której unikała ludzi. W ten oto sposób większość młodości spędziła samotnie, a ponieważ – jak większość dziewczyn – marzyła o tym, by dostać od kogoś kwiaty, postanowiła sama się o to zatroszczyć. Przekonana, że nikt jej nie wręczy bukietu, podjęła się samodzielnej hodowli róż, a im więcej spędzała czasu z roślinami, tym większe pocieszenie w swej samotności znajdowała wśród nich. Z czasem doszła nawet do wniosku, że jako jedynym zależy im na niej – w końcu tylko im mogła się zwierzyć, mając przy tym pewność, że zostanie wysłuchana i nikt jej nie odrzuci. Wszystko to bezpośrednio doprowadziło ją do fascynacji botaniką jako taką, a stąd – choć jeszcze o tym nie wiedziała – wiodła prosta droga ku temu, kim miała się stać.*

Kluczowym momentem jej przemiany stały się studia botaniczne/biochemiczne. To tam wydawało się, że nieśmiała, wstydliwa Pamela zaczęła się spełniać, trudno jednak doszukać się pewnej jednoznacznej genezy naszej pacjentki. Wszystko zaczęło się bowiem jeszcze w czasach sprzed Kryzysu na nieskończonych Ziemiach, kiedy to Pamela (wtedy znana jeszcze jako Lillian Rose) została uwiedziona przez swojego wykładowcę. Marc LeGrand, bo tak się nazywał, wykorzystał jej naiwność nie tylko do przekonania jej, że kiedyś się z nią ożeni, ale także zdołał nakłonić ją do przestępstwa. Kradzież antycznych egipskich ziół miała przynieść im duży zysk, ale LeGrand, obawiając się wydania, postanowił pozbyć się jedynej osoby, która o wszystkim wiedziała. Tak w drinku Pameli znalazła się niewykrywalna ziołowa trucizna, która miała ją zabić w kilka chwil. Nie zabiła, zamiast tego uodporniła ją na wszelkie trucizny, zmieniając w Poison Ivy – przestępczynię ulegającą dziwnym zmianom nastroju, umiejącą zabijać jednym pocałunkiem.

Nieco inaczej rzecz przebiegła w nowej, zrewidowanej wersji uniwersum po Kryzysie. Pamela nadal była tu studentką, pracującą tym razem nad teoriami o roślinno-zwierzęcych hybrydach. Jej wykładowcą został dr Jason Woodrue (późniejszy Floronic Man), a chociaż przyszła Poison Ivy szybko przekonała się, że szkoła nie jest w stanie nauczyć jej nic ponad to, co sama już wiedziała, zgodziła się uczestniczyć w jego eksperymentach. Eksperymentach, których – co istotne – była nie do końca świadomym obiektem. Efekt był podobny, jak w przypadku zdrady kochanka: Isley została niemal uśmiercona i zmieniona w Trujący Bluszcz: nie do końca człowieka, ale też i nie roślinę; coś na skrzyżowaniu obu typów, z chlorofilem w miejsce krwi, co jeszcze bardziej popchnęło Pamelę ku swoim botanicznym sympatiom. Fakt, że odtąd nie mogła zajść w ciążę, jeszcze tylko wszystko to pogłębił, skłaniając do eksperymentowania z tworzeniem roślinnych istot, które zwała mianem swoich dzieci.

Na drogę do stania się ekoterrorystką pchnęły ją pierwsze kradzieże. Chcąc sfinansować swoje badania, zmuszona została (przynajmniej w swoim mniemaniu) do pozyskiwania funduszy za wszelką cenę, co ostatecznie doprowadziło ją także do zabójstw. Najczęściej jednak korzystała w tym celu ze swoich mocy – wydzielane związki chemiczne (nie mylić jednak z feromonami) sprawiały, że nie tylko mężczyźni (choć oni w szczególności) stawali się ulegli jej woli. Fakt, że Pamela nie do końca była człowiekiem, sprawił jednak, że w końcu doszła do wniosku, iż musi za wszelką cenę chronić bezbronne rośliny, co w pewnym sensie pozwoliło jej odnaleźć własną ścieżkę.

Z czasem jednak roślinna strona natury Poison Ivy zaczęła coraz bardziej brać nad nią górę. Poskutkowało to coraz większym oddaleniem od ludzi i choć jednocześnie pewna część dawnej Pameli zakochała się w Batmanie, człowiek sam w sobie stał się tym, na czym zależało jej najmniej. Dopiero swoistą kotwicą z naszym gatunkiem stała się dla niej Harley Quinn, której przyjaźń pozwoliła jej przypomnieć sobie, a może i w sobie odnaleźć, pewne pokłady współczucia i swoistej czułości. Ale nawet mimo swojego odczłowieczenia, Ivy nigdy nie miała ciągot takich, jak inny bioterrorysta ze świata Batmana, Ra’s al Ghul. Nie czuła i nie czuje potrzeby pozbycia się ludzi jako takich, ani też ich cywilizacyjnych dokonań, a jedynie troskę o rośliny – ich ochronę, rozrost, powrót do natury. Jeśli więc kogoś zabijała, to jedynie stojącego jej na drodze do osiągnięcia celu osobnika, tudzież dopuszczała swoistych polowań na osoby z wielkich firm odpowiedzialnych za dewastacje środowiska, wycinanie lasów i tym podobne zbrodnie przeciw naturze. Pokazuje to wyraźnie, że Pamela, mimo rozchwiania emocjonalnego, pozostaje przede wszystkim obrończynią swoich idei, działającą racjonalnie, nawet jeśli czasami są to działania radykalne. W końcu wszystko to, co robi – w swoim mniemaniu oczywiście – robi w obronie swoich bezbronnych bliskich czy wręcz „dzieci”.

Oczywiście fakt, że nie zależy jej na wyniszczeniu ludzkości, jest też w pewnym sensie podyktowany tym, że Isley w mniejszym bądź większym stopniu czuje się czymś ponad tylko roślinę. Należy jednak pamiętać, że jednocześnie nie zależy jej na ratowaniu człowieka jako gatunku. Obojętność ta w jej najlepszych chwilach staje się podwaliną pojawiającej się niekiedy równowagi. W pewnym momencie swojego rozwoju Pamela doszła do wniosku, że w rzeczywistości należy do obu światów i zbyt długie przebywanie w jednym z nich, powoduje tęsknotę za drugim i prowadzi do zaburzeń. Zachowanie odpowiednich proporcji między byciem człowiekiem a rośliną, otaczaniem się ludźmi i zielenią, powoduje rozszerzenie jej poglądów na naturę. Co to oznacza w praktyce, chyba nietrudno się domyślić – ograniczone do botaniki przestaje obowiązywać. Ivy zaczyna postrzegać naturę jako ogół gatunków, ekosystemów i procesów zachodzących na naszej planecie, a zatem i człowiek staje się dla niej warty w pewnym stopniu ratowania. Przekłada się to nawet na to, że jest gotowa karmić owocami (ale nie roślinami) głodujących. Trzeba jednak pamiętać, że podobne incydenty nie zdarzają się jej często.

I nie należy oczekiwać po niej zbyt dużego poczucia bliskości. Pamiętajmy, że była dzieckiem rodziców co prawda bogatych i nieżałujących jej niczego, ale jednak wycofanych i emocjonalnie chłodnych i już samo to dystansuje ją od innych. Rodzi się jednak pytanie, czy jest ona taka z natury i jedynie tragiczne wydarzenia pozwoliły jej wyzwolić w sobie to wszystkie, czy też ofiarą roślinnej przemiany, która w niej zaszła. Przemiany pozwalającej jej czuć to, co rośliny wokół niej, ale już nie to, co czują otaczający ją ludzie. Dlaczego zatem nigdy nie przeniosła się na łono natury? Nie zamieszkała w jakiejś dżungli ani nie odcięła w zupełności od ludzi? Po części wyjaśniła to już sama potrzeba zachowania równowagi, ale jednocześnie, jak sama przyznaje, Pamela Isley lubi wyzwania i spokoju nie daje jej fakt, że w jakimś miejscu czy na jakimś polu toczonej walki nie mogłaby wygrać. Wygrać za wszelką cenę, czy to posuwając się do morderstwa, czy też posługując się naturalnie wytwarzanymi związkami chemicznymi. Cel przecież uświęca środki, a czy może być coś ważniejszego, niż ochrona najbliższych, którzy sami nie są w stanie się obronić?

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Marcin Andrys.

* odmiennie wyglądało dzieciństwo Pameli w New 52, gdzie przyszła Trujący Bluszcz cierpiała jako dziecko na uczulenie na słońce, dlatego praktycznie nie wychodziła z domu. Ale w domu też nie było wesoło, bo ojciec znęcał się nad matką. Ta pocieszenie znajdowała w pielęgnowaniu przydomowych kwiatów (kwiaty zresztą były stałym gościem w ich domu, bo w ten sposób ojciec przepraszał żonę za swoje czyny), jednak przy kolejnym napadzie wściekłości mąż zamordował ją i zakopał pod nimi. Trauma ta stała się potem jednym z motorów napędowych Pameli.

Oceń wpis:
[Głosów: 3]
Studium przypadku: Trujący bluszcz written by Chudyśrednia ocen4.3/5 - 3oceny użytkowników