Siedemdziesiąt cztery lata Batmana

Dodano: 29 maja 2013

[Głosów: 1]

Autorem artykułu jest Łukasz Chmielewski, o którym więcej przeczytacie tutaj.

Na kartach komiksów zaistniał w maju 1939 roku, w 27 numerze serii „Detective Comics”, prezentującej, jak sama nazwa wskazuje, historie kryminalne. Wówczas nikt nie spodziewał się, że bohater tego numeru stanie się znany na całym świecie.

 Batman autorswa Jima Lee. © DC Comics

Siedem dekad nietoperza

 

Pierwsza historia z Mrocznym Rycerzem powstała, jako próba zdyskontowania sukcesu Supermana. Źródeł pomysłu na postać należy jednak szukać w Zorro – meksykański bogacz występujący w przebraniu w obronie uciśnionych został zastąpiony milionerem, który walczy z przestępczością w Gotham City. Bohatera powołało do życia dwóch artystów: scenarzysta Bill Finger i rysownik Bob Kane (aczkolwiek najczęściej za pomysłodawcę uznawany jest sam Kane). W pierwszej wersji stworzonej przez Kane’a Batman był blondynem bez maski, w czerwonym kostiumie połączonym ze skrzydłami/peleryną nietoperza. Bill Finger (wynajęty przez rysownika) stwierdził, że taka postać jest raczej mało przekonująca jako pogromca kryminalistów i zasugerował zmiany. Tak więc Mroczny Rycerz jakiego znamy dziś, to przede wszystkim zasługa tego wykorzystanego przez showbiznes twórcy. Bruce Wayne – „cywilne” alter-ego Batmana – to tylko z pozoru playboy i szczęśliwy człowiek.W rzeczywistości ten syn lekarza-milionera przeżył w dzieciństwie tragedię, która naznaczyła jego życie. Rodzice, Thomas i Martha, zostali zamordowani na ulicy Crime Alley, a sam Bruce był tego świadkiem. Nad grobem rodziców przyrzekł, że wytoczy przestępcom wojnę. Motywujące go pragnienie sprawiedliwości sprawiło, że w wieku 12 lat opuścił Gotham City, aby zdobyć potrzebną wiedzę w Europie i Azji. Po dziesięciu latach powrócił do rodzinnego miasta jako człowiek o olbrzymiej wiedzy, wyszkolony we wszelkich możliwych śmiercionośnych stylach walki. Aby wzbudzić strach w sercach bandytów oraz by ukryć swoją prawdziwą tożsamość, założył kostium nietoperza. Bajecznie bogaty, przeznaczył dużą część zasobów finansowych na stworzenie sekretnej bazy w jaskini pod swoją posiadłością – miejsca, z którego co noc wyrusza na „łowy”.

Okładka "Detective Comics" #27. Autorzy: Bob Kane, Bill Finger. © DC Comics

Pojawienie się Mrocznego Rycerza w historii „Sprawa syndykatu chemicznego” (tytuł mówi wszystko – Batman, jako wytrawny detektyw, oczywiście rozwiązuje zagadkę) spodobało się na tyle, że wydawcy postanowili uczynić Nietoperza stałym gościem „Detective Comics”, a od 1940 roku powierzyć mu nawet własną serię „Batman”. Kryminalne opowieści z superinteligentnym detektywem w dziwacznym kostiumie zaczęły stopniowo ewoluować w stronę mroczniejszych klimatów, ocierając się thriller i horror. Na kartach komiksów pojawiły się również dwie postaci, które wyznaczyły nowy kierunek w przygodach Bruce’a Wayne’a. Dick Grayson – członek rodziny cyrkowców, którego rodzice zostali zamordowani, adoptowany przez milionera. W krótkim czasie wtajemniczony w działalność Batmana, jako przeznaczony na spadkobiercę peleryny – wspomógł Bruce’a w jego krucjacie jako Robin; Joker – psychopata o wyglądzie klauna (efekt przymusowej kąpieli w kadzi z chemikaliami) i bardzo pokręconym poczuciu humoru, wierzący, że tylko on i Batman istnieją naprawdę, a cała reszta ludzi to jedynie figury gry, którą toczą. Od tego też momentu opowieści z Nietoperzem poszły w kierunku tzw. fantastyki komiksowej, w której realizm miesza się z istnieniem nadnaturalnych gadżetów i takichż postaci. Zadecydowała o tym również stopniowo powiększająca się galeria potwornych przeciwników – do Jokera dołączyli m.in. Two-Face, Penguin, Poison Ivy, Mad Hatter, Scarecrow i Riddler. Zbrodnicze skłonności i abberacje umysłowe, wymieszane z baśniowym lub karykaturalnym wyglądem, stworzyły niezwykłą i przerażającą grupę istot, które stały się godnymi przeciwnikami Mrocznego.

 

Co było dalej?

 

Bob Kane przestał pisać i rysować przygody, ale postać od dawna żyła już własnym życiem. Batman walczył nie tylko ze zwykłymi i niezwykłymi bandytami. W czasie II Wojny Światowej wrogami stali się także naziści oraz Japończycy (Mroczny udaremniał kolejne szatańskie próby pokonania amerykańskiej potęgi oraz prześladował wrogich szpiegów); po wojnie dołączyli do nich komuniści, czyhający na amerykański styl życia. Jak większość komiksów, również ten realizował cele propagandowe, oprócz rozrywki oferując łopatologiczną indoktrynację w najgorszym wydaniu. Nie przeszkodziło to jednak w tym, aby psychiatra dr Frederick Wertham w swojej książce „Uwiedziona niewinność” (1954) oskarżył komiksy o Batmanie o propagowanie homoseksualizmu i pedofilii. Dla Werthama relacja mistrz-uczeń w przypadku Wayne’a i młodego Graysona kojarzyła się jednoznacznie z niesmacznymi rozrywkami gejów. Atak psychiatry zaszkodził postaci, ale nie spowodował jej całkowitego zniknięcia z rynku komiksowego.

Popularny jak Superman, Nietoperz doczekał się ekranizacji swoich przygód – z lat czterdziestych (w której razem z Robinem stoczyli batalię z niejakim Czarownikiem, megalomanem o faszystowskich ciągotkach) i kolejnej, zrealizowanej na potrzeby telewizji w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Trzeba stwierdzić, że serial ten, chociaż okazał się olbrzymim sukcesem, u współczesnego fana powoduje jednak psychiczne zakłócenia. Ocean absurdu, beznadziejne aktorstwo (Adam West grający Batmana jest drewniany i grubawy), potyczki z przestępcami przerywane onomatopejami typu „Boom”, „Pow”, a zwłaszcza Robin wykrzykujący co chwila w podnieceniu „Holy donut!” („O święty pączku!” – co nasuwa myśl, że Wertham mógł mieć jednak trochę racji) nie zaszkodziły bohaterowi, wręcz przeciwnie – podwyższyły sprzedaż komiksów. Te zresztą również przypominały wówczas bardziej parodię pomysłów Billa Fingera, niż klasyczne mroczne kryminały.

Adam West i Burt Ward na planie filmu "Batman zbawia świat", 1966 r. Źródło: filmweb

Na szczęście pod koniec lat sześćdziesiątych tworzeniem przygód Batmana zajęli się scenarzysta Dennis O’Neil oraz rysownik Neal Adams i odtąd…

 

nic nie było już takie samo

 

O’Neil postanowił wydobyć mrok z postaci Nietoperza, powrócić do prześladujących go demonów. Wspomnienie dawnej tragedii, skazana na klęskę, a jednak kontynuowana krucjata oraz konflikt tożsamości Bruce Wayne/Batman, znów stały się najważniejsze. Klimat historii powrócił do nastrojowości, chwilami zahaczając o treści przygnębiające (np. opowieść o byłym więźniu obozu koncentracyjnego zabijającym swoich dręczycieli). Twórcy osadzili bohatera w realistycznym świecie, odzwierciedleniu Ameryki przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, trapionej wzrostem przestępczości i licznymi problemami społecznymi. O’Neil i Adams nie zapomnieli, że tworzą komiksy, ale postarali się o to, aby opowieści z Nietoperzem wyróżniały się na tle innych historii rysunkowych – mieszanina thrillera i horroru stała się ich znakiem rozpoznawczym. O’Neil stworzył też postać R’as Al Ghula, nemezis detektywa, kilkusetletniego mistyka, który próbuje unicestwić ludzkość, aby uratować naszą planetę (jego wysiłki są rzecz jasna udaremniane przez Mrocznego) przed zniszczeniem. Wersja O’Neila i Adamsa otworzyła drogę innym utalentowanym twórcom, którzy z radością podjęli się kontynuowania zbożnego dzieła obu panów.

Batman autorstwa Neala Adamsa. © DC Comics

W 1986 roku redaktorzy DC Comics zadecydowali, że Uniwersum DC (czyli komiksowy świat w którym funkcjonują Superman, Batman, Green Lantern, Flash i inne postaci należące do wydawnictwa) jest przepełniony zbędnymi postaciami i wątkami. Pomysł ten doprowadził do stworzenia nowych wersji początków klasycznych bohaterów; w przypadku Nietoperza pierwszy rok jego działalności opowiedzieli w historii „Batman: Year One” znakomici Frank Miller i David Mazzucchelli. Historia została opowiedziana z punktu widzenia porucznika Jamesa Gordona, który zostaje przeniesiony do Gotham City w tym samym czasie, gdy do miasta powraca milioner Bruce Wayne. Gordon jest przerażony korupcją szerzącą się w środowisku policyjnym i urzędniczym, szybko jednak okazuje się, że nie jest jedyną osobą, która zamierza przeciwstawić się zastanemu (nie)porządkowi – w mieście pojawia się mściciel – Batman.

Sukces artystyczny i komercyjny „Roku Pierwszego” Miller zdyskontował tworząc historię „Powrót Mrocznego Rycerza”. Opowiada ona o tym, jak po dziesięcioletniej przerwie w działalności blisko sześćdziesięcioletni Bruce Wayne powraca do swojej krucjaty, aby po raz ostatni zaprowadzić porządek w Gotham City – a nawet w całych Stanach Zjednoczonych – rozprawiając się z machinacjami rządu, dawnymi wrogami, a nawet jednym z przyjaciół. Poruszająca umysły twórczość Millera spowodowała, że DC Comics zaczęło powierzać realizację przygód Nietoperza mistrzom pióra i ołówka – Jim Starlin, Grant Morrison, Alan Grant, John Wagner, Archie Goodwin, Chuck Dixon, Jan De Matteis, Garth Ennis, Alan Moore, Frank Miller, Neil Gaiman, Warren Ellis, Howard Chaykin, Peter Milligan, Jeph Loeb, Greg Rucka i Ed Brubaker to tylko niektóre uznane nazwiska z całego panteonu sław.

 

Mroczny na celuloidzie

 

Fenomen postaci zaowocował ostatecznie powstaniem kinowej ekranizacji. Reżyserię filmu powierzono młodemu artyście o nazwisku Tim Burton, znanemu ze słabości do komiksowej estetyki. Dzieło weszło do kin w 1989 roku i spowodowało, że… Ameryka zwariowała, a z nią cały świat (do dziś możemy podziwiać koszulki z emblematem nietoperza na ludziach, którzy raczej omijają komiksy z daleka). „Batman”, ze znakomitymi kreacjami Michaela Keatona (Bruce Wayne) i Jacka Nicholsona (Joker), pobił wszelkie możliwe rekordy finansowe i wywołał tzw. batmanię. Spowodowało to również powstanie nowej serii komiksowej – „Legends of the Dark Knight”, prezentującej historie z przeszłości Mrocznego, tworzone przez gwiazdy rysunkowego biznesu. Kolejny film o Nietoperzu również w reżyserii Burtona – „Batman powraca” (1992), potwierdził niesłabnące powodzenie postaci – okazał się może mniejszym przebojem finansowym, aczkolwiek o większych artystycznych ambicjach reżysera. Tym razem historia wybiegała poza motyw „dobry kontra zły”. Bohaterów było więcej, niejednoznacznych do zakwalifikowania jako pozytywne czy negatywne – Catwoman (Michelle Pfeiffer), Penguin (Danny De Vitto), Max Shreck (Christopher Walken). Scenariusz zaskakiwał spójnością, a samo dzieło oryginalną artystyczną wizją. Liczne nawiązanie do klasyki kina nie spodobały się jednak producentom (zapewne w ich mniemaniu wydawały się zbyt trudne dla współczesnego widza), którzy realizację kolejnego filmu o idiotycznym tytule „Batman forever” (1995) powierzyli Joelowi Schumacherowi. Keatona zastąpił Val Kilmer. Projekt nawiązywał swoją estetyką do serii telewizyjnej z lat sześćdziesiątych, odznaczając się porównywalnie fatalnym scenariuszem i „płytkim” potraktowaniem postaci. Nie pomogli dobrzy aktorzy (Tommy Lee Jones, Jim Carrey), którzy po prostu nie mieli nic do zagrania – denerwowało zwłaszcza żenujące wprost potraktowanie postaci prokuratora Harveya Denta, który z przyjaciela Batmana, w wyniku zamachu na swoje życie, staje się jego zaciekłym przeciwnikiem. Ten tragiczny, wręcz szekspirowski bohater, w filmie Schumachera przypominał beznadziejną imitację klauna. Podobny manewr Schumacher powtórzył w czwartym kinowym epizodzie „Batman i Robin” (1997), kolorowym i pustym do bólu, jak wielkanocna wydmuszka, nasyconym w dodatku żałosnymi dowcipami. Na szczęście okazał się on finansową klęską, a Warner Bros zdecydowało, że Schumacher nie wyreżyseruje już żadnego projektu o Nietoperzu, tym bardziej, że fani bohatera na całym świecie określali reżysera niecenzuralnymi epitetami.

Jack Nicholson i Michael Keaton jako Joker i Batman. Źródło: filmweb.pl

Jeszcze w 2003 roku planowano, że kolejnym filmem o Mrocznym Rycerzu będzie ekranizacja „Year One” Millera i Mazzucchelliego. Wyreżyserować miał ją znakomity Darren Aronofsky („Pi”, „Wrestler”). W zamierzeniu Aronofsky’ego miał to być obraz mocno realistyczny jak na adaptacje komiksu, skupiający się raczej na psychice bohatera, niż nieustających scenach akcji. Do realizacji z bliżej niesprecyzowanych powodów jednak nie doszło – a fani postaci wciąż czekają na komiksową adaptację scenariusza napisanego przez Millera i Aronofsky’ego. Planowano powstanie  kinowego projektu „Superman vs Batman”, traktującego o konflikcie postaw dwóch ikon i porozumieniu ponad podziałami, który jednak również został pogrzebany. Projekt, którym miał się zająć Wolfgang Petersen, do całkiem niezłego scenariusza Andrew Kevina Walkera (scenarzysty genialnego filmu „Siedem”), również został zablokowany przez decydentów wytwórni Warner Bros.   

Ostatecznie w 2003 r. realizację nowej wersji przygód Batmana powierzono reżyserowi Christopherowi Nolanowi. Za sprawą filmów „Batman: Początek” (2005), „Mroczny rycerz” (2008) i „Mroczny Rycerz powstaje” (2012) legenda Nietoperza odżyła na dużym ekranie, przynosząc miliardy dolarów wpływu i przyciągając uwagę ludzi kompletnie ignorujących komiksy.

Christian Bale i Cillian Murphy na planie filmu "Batman: Początek". źródło: filmweb.pl

Nie sposób nie wspomnieć o animowanym serialu „Batman”, którego pierwsze odcinki pojawiły się na ekranach amerykańskich telewizorów w 1992 roku. Jego twórcy, Bruce Timm i Paul Dini, stworzyli wybitne dzieło skierowane tylko pozornie do dzieci. Usytuowanie akcji w latach trzydziestych, mroczny klimat i nierzadko poważna tematyka epizodów sprawiły, że największą radość z oglądania kolejnych odcinków mieli z pewnością starsi fani. Seria odznaczała się szacunkiem dla komiksowego pierwowzoru, znakomitymi rozwiązaniami fabularnymi, a przede wszystkim oryginalną wizją twórców – mało tego, wymyślona na jej potrzeby postać kochanki Jokera, Harley Quinn (psychiatra, która przyjęła punkt widzenia psychopaty) przeniknęła z ekranów telewizorów na karty komiksów, co było i pozostaje precedensem.

 

Mydlana opera

 

Jak każdy serial, także przygody Mrocznego Rycerza pełne są tragedii i zaskakujących zwrotów akcji. Dick Grayson, w wyniku konfliktu ze swoim mentorem, zrezygnował z roli Robina, a w niedługim czasie zastąpił go na tym stanowisku niejaki Jason Todd. Drugi Robin zginął zamordowany przez Jokera (o śmierci postaci zadecydowali… fani – w telefonicznym plebiscycie). Po latach kolejnym pomocnikiem został Tim Drake, wspomagający Batmana do dziś. W wielowątkowej historii „Upadek Rycerza” Bruce Wayne, zmęczony swoją krucjatą, został pokonany przez nowego przeciwnika, Bane’a (człowieka znikąd i ofiarę eksperymentów na ludziach zarazem). Ponieważ Gotham City potrzebowało obrońcy, sparaliżowanego milionera zastąpił Jean Paul Valley, spadkobierca dziedzictwa tajemniczego zakonu św. Dumasa – stosujący w walce z przestępcami zasadę „oko za oko”, sprzeczną z ideami Wayne’a. Po skomplikowanej kuracji Bruce powrócił, aby stoczyć walkę ze swoim następcą – stawką było prawo do peleryny. Wygrał i Gotham odzyskało swojego bohatera.

Niedługo później jednak miasto padło ofiarą epidemii śmiercionośnego wirusa (jak się później okazało wywołanej przez R’as A Ghula), a następnie trzęsienia ziemi, w wyniku którego rząd wyłączył zniszczone miasto spod administracji Stanów Zjednoczonych. Władzę w Gotham City, przemianowanym na „Ziemię Niczyją”, przejęły gangi dowodzone przez przeciwników Batmana, a sam Nietoperz, wraz ze swoimi przyjaciółmi, podjął straceńczą walkę o przywrócenie metropolii jej dawnej świetności.

Strona z "Batman" #497. Autorzy: Dough Moench, Jim Aparo. © DC Comics

W kilka miesięcy po przywróceniu dawnego status quo, Bruce Wayne został oskarżony o zamordowanie swojej ukochanej, a nie wszyscy z jego współpracowników byli przekonani o jego niewinności… Później miasto stało się sceną gigantycznej wojny gangów, do życia powrócił drugi Robin – Jason Todd, a następnie okazało się, że Bruce Wayne ma syna z Talią Al Ghul. W niedługim czasie Batman zdążył nawet dwukrotnie zginąć za sprawą psychodelicznej wyobraźni scenarzysty Granta Morrisona, oczywiście wkrótce powracając do życia. Kulisy tych wydarzeń są jednakże tak absurdalne, że zdają się odpychające nawet dla niektórych hardcore’owych czytelników komiksów.

Jak widać fani Mrocznego Rycerza nie mogą narzekać na nudę – w USA ukazuje się obecnie kilkanaście powiązanych z postacią serii i projektów specjalnych rocznie.

Warto wspomnieć, że bohater jest na tyle uniwersalny, iż przez lata DC Comics publikowało specjalną linię komiksów o nazwie „Elseworld”, które w większości poświęcone były właśnie Batmanowi. „Inne Światy” miały za zadanie przedstawianie Nietoperza w alternatywnych rzeczywistościach i tak powstał na przykład odpowiednik Batmana w okresie Rewolucji Francuskiej, czy świecie XXII wieku, potwierdzając, że Mroczny Rycerz to raczej ponadczasowy symbol sprawiedliwości, niż zwykły człowiek. Twórcy Elseworldów zdawali się sugerować, że Nietoperz istniał zawsze, a Bruce Wayne to tylko kolejna z jego manifestacji, nie pierwsza i nie ostatnia.

 

Ikona

 

Od lat jego przygody tworzą najwybitniejsi scenarzyści i rysownicy. Popularność postaci, pomimo upływu lat, nie przygasa. Dlaczego? Najprościej byłoby stwierdzić, że Batman trwa, ponieważ Amerykanie to naród przywiązany do swojej tradycji i kulturowej spuścizny. Zapewne po części tak jest, ale o sukcesie bohatera decyduje przede wszystkim jego olbrzymi potencjał. Kim jest Bruce Wayne? To człowiek, który poświęcił się na ołtarzu swoich idei. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że Bruce’a Wayne’a już nie ma – jego osobowość to tylko maska skrywająca prawdziwą istotę – Batmana. Wszystko, co robi milioner, podporządkowane jest istnieniu mrocznego pogromcy zła. Osobiste szczęście pozostaje w cieniu wyższych spraw i najczęściej z nimi przegrywa. Posiadający przyjaciół dla których poświęciłby życie, Mroczny Rycerz to w rzeczywistości osoba bardzo samotna i to samotna z wyboru. Nietoperz zdaje sobie sprawę z tego, że wybór życiowy, którego niegdyś dokonał, naznaczył jego życie, a niekończąca się krucjata wymaga ofiar. To główna przyczyna konfliktu postaw Batmana i jego współpracowników, pragnących również osobistego szczęścia, z którego Wayne dobrowolnie zrezygnował. Choć czasami marzy o zwykłym życiu, najlepiej czuje się w ciemnościach, polując na kolejnego bandytę. Mroczny to outsider i realista, nie ufający swoim kolegom „po fachu”, czyli innym superbohaterom (został usunięty z supergrupy Liga Sprawiedliwości, ponieważ okazało się, że w tajemnicy opracował sposoby likwidacji każdego z członków grupy na wypadek, gdyby któryś z nich zagroził ludziom). Niezwykłe jest również to, że Batman swoją nieprzewidywalnością i otaczającą go tajemnicą budzi strach nie tylko wśród przestępców, obawiają się go także wszechmocni w rodzaju Supermana, ponieważ nikt nigdy do końca nie wie co myśli Nietoperz i do czego jest zdolny.

Batman i Nightwing autorstwa Scota McDaniela. © DC Comics

Nic dziwnego, że tak skomplikowany psychologicznie bohater wydaje się atrakcyjny zarówno dla czytelników, jak i artystów tworzących jego kolejne przygody. Fascynuje ponury charakter, olbrzymia inteligencja, wszechstronne umiejętności walki oraz szacunek dla ludzkiego życia – dlatego właśnie Batman nie zabija swoich przeciwników. Paradoksalne jest to, że działając w granicach prawa, nie likwidując wrogów, Nietoperz staje się odpowiedzialny za śmierć niewinnych – każdy z jego antagonistów wydostał się z miejsca uwięzienia przynajmniej raz, a każda z takich ucieczek kosztowała życie przynajmniej kilka przypadkowych ofiar. Batman zdaje sobie sprawę z tego, że potwory takie jak Joker czy Mr Zsasz zabiją ponownie, jeżeli będą mieli ku temu okazję, ale nie potrafi i nie chce rozwiązać tej sprawy ostatecznie. Jedni nazwą to głupotą, inni tragizmem postaci, ale Mroczny to bohater pełen sprzeczności, które czynią go niewątpliwie wielce interesującym i inspirującym. Potwierdzają to wciąż powstające nowe projekty komiksowe, zaskakujące oryginalnością, przemycające nowe obserwacje na temat bohatera, jego niekończącej się walki ze złem i z samym sobą.

 

Mroczne miasto

 

Taki bohater, jaki jego świat, czyli ponury i zbyt często pozbawiony nadziei. To kolejny powód, dla którego historie o Batmanie wciąż znajdują wiernych fanów. Gotham City to metropolia przerażająca, pełna mrocznych sekretów i zła obecnego wszędzie – od ponurych ulic (przewrotnie nazwanych na cześć szczególnie zasłużonych twórców przygód Batmana) i uliczek, po ostatnie piętra drapaczy chmur. Szczególna koncentracja szaleństwa i potworności to Arkham Asylum, czyli szpital dla psychicznie chorych przestępców (tam trafiają najgroźniejsi przeciwnicy Batmana, gdy uda się ich schwytać). Absolutne zło o wielu obliczach potrzebuje absolutnego przeciwieństwa, którego personifikacją jest właśnie Nietoperz. Nad tym, aby miasto nie pogrążyło się ostatecznie w chaosie, czuwają zarówno jego obrońcy w kostiumach, jak i zwykli policjanci dowodzeni przez twardego, nieprzekupnego komisarza Jamesa Gordona. Znakomitych postaci drugoplanowych jest zresztą w komiksach o Mrocznym Rycerzu dużo więcej – na czele z niesamowitym, angielskim kamerdynerem Bruce’a Wayne’a, Alfredem Pennyworthem, sarkastycznie nastawionym do świata i do sekretnej działalności swojego pracodawcy. Dzięki takim bohaterom jak Alfred, Jim Gordon, sierżant Harvey Bullock, opowieści nabierają specyficznego, realistycznego klimatu – zresztą bardzo często obserwujemy działania Mrocznego Rycerza właśnie ich oczami, oczami zwykłych ludzi, dla których Batman to ktoś więcej niż człowiek.

Alfred według Alexa Rossa. © DC Comics

Mroczny Rycerz to zdecydowanie najciekawsza z postaci w amerykańskim, jeśli nie światowym  komiksie; to bohater, dla którego bariery rysunkowego getta okazały się zbyt kruche.

Oceń wpis:
[Głosów: 1]
Siedemdziesiąt cztery lata Batmana written by Chudyśrednia ocen5/5 - 1oceny użytkowników