ROZWÓJ POPRZEZ KRYZYS A SUPERBOHATEROWIE

Dodano: 16 czerwca 2017

[Głosów: 4]

Gdy na prelekcji na powyższy temat, prowadzonej podczas ostatniego Pyrkonu zadałem słuchaczom pytanie: „Kto z was miał szczęśliwe dzieciństwo?”, podniósł się las rąk. Było to 70% – 80% sali. „Gratuluję”, powiedziałem, ale nie byłem przekonany. Zadałem więc pytanie jeszcze raz, ale tym razem brzmiało ono: „Kto z was w młodym wieku nie doświadczył: wypadku, pobicia, pogryzienia, chorób, śmierci bliskich, odejścia bliskich, ostracyzmu, gnębienia w szkole, molestowania, gwałtu, patologii rodzinnych, alkoholizmu rodziców, kłótni, przeprowadzek, biedy, wykluczenia z powodu orientacji seksualnej, wyznania, czy ateizmu?” Tym razem nikt nie podniósł ręki. Uznałem więc, że mówię do ludzi, których spotkały, statystycznie rzecz ujmując, typowe urazy dzieciństwa, a na pierwsze pytanie odpowiedzieli pozytywnie, bo są optymistami i przykre chwile puszczają w niepamięć.

Dziecięce urazy są raczej normą, a ludzi, którzy naprawdę mieli szczęśliwe, pozbawione traum dzieciństwo, jest niewielu. Dzieci cierpią z różnych powodów, bo taki po prostu jest los i pewnie bez tych cierpień byłyby szczęśliwsze.

Skoro jednak cierpienia się zdarzają, można zadać pytanie, czy coś nam dają? Czy kryzysy, przez które przechodziliśmy i od czasu do czasu w życiu dorosłym wciąż przechodzimy, mogą do czegoś służyć?

Moim zdaniem dają nam coś bardzo istotnego.

Supermoce.

*

Zastanówmy się, czy znamy bohaterów komiksowych, którzy nie mieli w swojej historii kryzysu.

Superman – jego rodzinna planeta uległa zagładzie, stracił rodziców i został sierotą. Wychowali go obcy ludzie na obcym globie.

Batman – widział morderstwo rodziców, wychował go służący w wielkim, pustym pałacu.

Spider-man – został ugryziony przez pająka, był przy śmierci wujka, który zginął z rąk rzezimieszka, którego Parker mógł wcześniej zatrzymać. Wychowywany przez ciotkę.

Thor – pozbawiony mocy przez ojca, musiał poświęcić życie, by ją odzyskać.

Hulk – został poddany potężnemu promieniowaniu gamma. Według adaptacji filmowej z udziałem Erica Bany widział śmierć matki zamordowanej przez ojca, które to wspomnienia wyparł do podświadomości.

Daredevil – stracił w dzieciństwie wzrok, a jego ojciec (jedyny rodzic) został zamordowany.

Constantine – nie mogąc znieść swoich wizji, popełnił samobójstwo i odwiedził piekło…

I tak dalej i tak dalej. W zasadzie normą jest, że nie tylko superbohaterowie (ale na nich się tutaj skupimy) przechodzą przez kryzysy i dzięki nim stają się innymi ludźmi, a nawet nadludźmi.

*

Jak wygląda kryzys?

Jeśli zerkniemy we własną przeszłość i przypomnimy sobie przeżyte przez nas kryzysy, odkryjemy, że jedną z głównych ich cech jest wrażenie, że grunt usuwa się nam spod nóg.

Kilkanaście lat temu przy jednej z głównych warszawskich ulic mieścił się niewielki sklep z grami komputerowymi. Lubiłem tam zaglądać i od czasu coś kupować. Dlaczego tam? Właściciel i jego wspólnik dobrze znali swój towar i wiedzieli, co mówią, w przeciwieństwie do sprzedawców z wielkich sieciówek, które to molochy zaczęły w owym czasie powstawać i właśnie z ich powodu sklepik ów zaczął podupadać. Gdy już było wiadomo, że czeka ich plajta, właściciel mówił mi, że ma wrażenie unoszenia się w powietrzu. Widziałem w jego oczach stres i nic dziwnego: jego świat przewracał się do góry nogami. Tracił źródło utrzymania. Tracił oparcie. Kryzys charakteryzuje się właśnie tym, że tracimy oparcie tam, gdzie do tej pory było. To, co było trwałą opoką, przestaje istnieć.

Żeby przetrwać kryzys, trzeba nauczyć się latać. Bo kryzys to wiatr, powietrze, trąba powietrzna i chaos. Bez umiejętności unoszenia się w przestworzach, nie przetrwasz go.

Wielu superbohaterów potrafi lewitować, często z niezrozumiałych przyczyn. Człowiek pochodnia, Superman, Miracleman, Captain Marvel, Wonder Woman, wszyscy przeczą prawom fizyki, po prostu się unoszą, grunt nie jest im potrzebny do szczęścia. Inni zyskują skrzydła. Na przykład Hawkman czy Hawkwoman. Inni uczą się korzystać z elementów otoczenia. Daredevil spada wzdłuż płaszczyzn wieżowców i łapiąc żerdzie flag wybija się dalej, Spider-man dzięki sieciom przemierza ulice Nowego Jorku także w powietrzu, Hulk z kolei potrafi wybić się tak potężnie, że chociaż po każdym skoku spada, jest wrażenie, że lata. Płaszcz Batmana także można uznać za swoistą powierzchnię nośną, bo człowiek nietoperz używa go od czasu do czasu w charakterze lotni.

*

W czasach, gdy pracowałem w Studenckiej Szkole Higieny Psychicznej, a potem w Stowarzyszeniu Aktywnego Rozwoju Osobowości, uczyłem się sztuki interpretowania malunków. Nie chodziło o analizę dzieł sztuki, ale interpretację obrazków malowanych na treningach rozwoju osobowości przez studentów, którzy na nie przyjeżdżali, aby się rozwijać. Zadaniem było namalowanie drzewa, domu, drogi, zwierzęcia, kobiety, mężczyzny i nastroju. Na podstawie rozmieszczenia elementów, użycia barw, ich zestawienia, tego, czy ktoś używał barw czystych czy mieszał kolory, można było wiele o danej osobie wyczytać, czego dowodem były głębokie przeżycia twórców tych dzieł, gdy inni opowiadali, co w nich widzą. Dlaczego interpretacje często były trafione? Bo człowiek maluje w zasadzie nieświadomie. Fakt, że podoba mi się zestawienie czerwonego i niebieskiego nie jest wytłumaczalny na poziomie świadomym. Po prostu tak mi pasuje. A to już jest poziom nie intelektualny, ale jakiś inny, głębszy.

Gdy uczyłem się tej niełatwej sztuki, dowiedziałem się, że barwy mają swoją symbolikę, a ich konkretne zestawienia pojawiają się u ludzi ze zdefiniowanymi problemami. Gdybyśmy zabawili się tu w nadinterpretację strojów superbohaterów, wyszłyby nam dość ciekawe rzeczy.

Batman – zestawienie żółci i czerni, zwłaszcza ostre, pojawia się u ludzi z myślami samobójczymi. Gdybyśmy przyjęli taką interpretację, moglibyśmy uznać, że Bruce Wayne tłumi autodestruktywne tendencje skupiając się na rozwiązywaniu zagadek i pomocy innym, niemniej, co jest charakterystyczne dla tego bohatera, często cierpi i musi wykazać się odpornością na ból. Zupełnie, jakby lubił automutylację (samookaleczanie).

Superman – tu mamy kolor niebieski, czerwień i żółć, przy czym czerwień i żółć związane są w symbolu nadziei, a poza tym mamy jeszcze czerwony płaszcz. Żółty kolor bywa interpretowany jako napięcie psychiczne, czerwień zaś wiązana jest z agresją i energią. Można powiedzieć, że symbol „S” to wybuchowa mieszanka agresji i napięcia. Dlaczego więc Superman nie staje się przerażającym mścicielem? Symbol ten otacza błękit, a to kolor intelektu, który, dzięki chłodowi, jest w stanie opanować tkwiące w człowieku ze stali piekło. Jednak zdarza się, co znamy ze świata DC, że agresja bierze górę i wtedy czerwony płaszcz zakrywa wszystko, a Superman staje się dyktatorem. 

Spiderman – niby zestaw podobny do supermanowego, ale posiada istotne modyfikacje. Czerwień i niebieski, jak już wiemy, to agresja będąca w konflikcie z intelektem. Co spaja je razem? Czarna siatka. Czerń bywa wiązana z żałobą i poczuciem winy. Jak wiemy, Peter Parker ma wyrzuty sumienia, a że jego zbrodnia zaniechania była wielka, zasłania oczy wielkimi białymi plamami, które mogą być interpretowane jako wyparcie. Jeśli dodamy, że otoczone są czarnymi obwódkami, voila, wiemy już o co chodzi.

Oczywiście przedstawione powyżej analizy to nadinterpretacje, niemniej wydają się zaskakująco trafne, jeśli wziąć pod uwagę historię tych bohaterów. Jeśli przyjęlibyśmy że są prawdziwe, można by uznać, że każdy superbohater ze swoim kolorystycznym zestawem prezentuje symbol konkretnej odpowiedzi emocjonalno-intelektualnej na kryzys, który go spotkał.

Skoro zaś wróciliśmy do kryzysu, przytoczmy jego definicję.

Termin „kryzys” pochodzi z greckiego  κρίσις „krisis” i oznacza wybór, decydowanie, zmaganie się, walkę. Władysław Kopaliński określa kryzys zgodnie z jego greckim pochodzeniem jako okres przełomu, przesilenia, decydujący zwrot. Kryzys to zdarzenie nagłe lub narastające, zagrażające życiu, zdrowiu, mieniu lub środowisku człowieka, przeciwstawienie się któremu wymaga sił i środków przekraczających lokalne możliwości.

Zwróćmy uwagę na to, że kryzys oznacza zwrot, czyli „nic po nim nie będzie takie, jak było”, oraz na zdanie mówiące o tym, że „wymaga sił i środków przekraczających lokalne możliwości”., bo to chyba najważniejsza sprawa. Dotychczasowe zasoby nie wystarczają. Każde zdarzenie, w którym dotychczasowe zasoby wystarczają, nie jest kryzysem. Co zatem należy zrobić, żeby pokonać kryzys, jak to zrobić, skoro to, co mamy, nie wystarczy? Wydaje się, że aby pokonać kryzys, musimy się rozwinąć, czyli poszerzyć arsenał naszych zasobów. Nie ma innej drogi, może oprócz tej, że kryzys może spowodować także nasze „zwinięcie”, ale ten problem poruszymy w dalszej części tekstu.

*

Jaka jest rola kryzysu?

Kryzys zmusza do wyjścia ze strefy komfortu, bo strefa ta nie zawiera zasobów potrzebnych do jego przekroczenia. Musimy urosnąć, nauczyć się nowych rzeczy, których inaczej (bez kryzysu) byśmy się nie nauczyli.

Strefa komfortu, trochę ostatnio obśmiewana w mediach społecznościowych, bo pojęcia tego zaczęto nadużywać, to sensowny termin opisujący bardzo konkretną rzecz. Jest to obszar naszego życia, który doskonale znamy. Jest przewidywalny i wygodny, stąd nazwa. Wiemy, czego się spodziewać po każdym dniu, wiemy, jak zareaguje osoba X, czy Y, gdy powiemy w ich obecności zdanie ABC, wiemy jak dojechać do punktu B i do punktu C. Strefę komfortu zapewnia nam nasza praca, szkoła, grono znajomych, stałe zajęcia. Strefa komfortu to wciąż te same problemy do rozwiązania, te same zadania do wykonania. Jakiś czas temu strefa ta była dla nas nowością – gdy szliśmy do pierwszej klasy nowej szkoły, gdy zostaliśmy przyjęci do nowej pracy, gdy zaczęliśmy mieszkać w nowym miejscu. Jednak po upływie miesiąca czy dwóch, oswajamy się, przyzwyczajamy i osiadamy.

Co się dzieje, gdy zostajemy z niej wyrwani, lub sami się wyrwiemy? Zaczynamy konfrontować się z nieznanym na zewnątrz i… z czymś nieznanym wewnątrz. Zaczynamy poznawać swoją dzielność. (Z reguły dzielność). Rosną nam skrzydła, a ich podstawę stanowi trwoga. W sadze „Gamedec” często opisywałem Torkila, mówiącego, że rosną mu skrzydła. Nigdy nie były to jednak skrzydła radości. Ich pojawienie się było wynikiem rozpaczy,  kryzysu, który mógłby go zgnieść, gdyby nie to, że on się nigdy nie poddaje.

To męstwo kojarzy mi się z nadludzką siłą i myślę, że jest to nasza druga supermoc (pierwszą jest latanie). Stajemy się podobni do Hulka czy He-Mana i krzyczymy: „I’ve got the power!”

*

Można powiedzieć, że dzięki kryzysom przechodzimy co jakiś czas inicjację.

Poznajemy swoje nowe ja. Poznajemy nowe doświadczenia. Więcej rozumiemy. To, co do tej pory było niewidoczne, zaczyna być jasne, jakbyśmy dotychczas tkwili w dolinie, a teraz wznieśli się i zobaczyli, co jest za szczytami gór. Zaczynamy widzieć dalej.

Zyskujemy superwzrok.

Dzięki temu, że dokładnie pamiętamy, przez co przeszliśmy, zyskujemy supersłuch, i o ile dotąd nie rozumieliśmy, co mówią do nas ludzie, których boli, którzy nie dają rady, którzy potrzebują pomocy, teraz zaczynamy ich słyszeć.

Dzięki swoim doświadczeniom zaczynamy lepiej rozumieć innych. Tak jak profesor Xavier, stajemy się empatycznymi telepatami. I to jest nasza kolejna supermoc. Ci, którzy byli bici, zaczynają rozumieć koszmar bólu, rozpaczy i bezsilności. Ci, którzy byli wykluczeni, rozumieją dramat wyrzucenia poza grupę. Ci, którzy byli molestowani, rozumieją torturę skośnego świata przekręconych pojęć i bycia dehumanizowanym.

O ile przed kryzysem mogliśmy być monolityczni, pewni siebie, nie widzący problemów, a gdy ktoś się nam skarżył, radziliśmy mu, że „twardym trzeba być, nie miękkim”, świat zaś widzieliśmy w kolorach czerni i bieli, po kryzysie widzimy, że często nie ma prostych rozwiązań, świat zyskuje barwy i odcienie. Zyskujemy umiejętność różnicowania wielu stanów i sytuacji.

Mądrzejemy.

I to jest nasza kolejna supermoc.

Piękną symbolizację wejścia na wyższy poziom dzięki kryzysowi widzimy w filmie Zacka Snydera „Batman v Superman” (polecam wersję rozszerzoną). Młody Bruce Wayne nie zasłania się, nie krzyczy, gdy otaczają go nietoperze, ale jest uniesiony przez wirujące dookoła zwierzęta, zostaje uwznioślony. To wyniesienie jest symbolem sublimacji kryzysu, który wznosi, a nie wgniata w ziemię.

*

Bo istnieje oczywiście mroczna strona kryzysu.

Czyli są takie sytuacje, w której kryzys wygrywa.

Kryzys oznacza punkt zwrotny, ale nikt nie mówi, że istnieje tylko jedna droga, droga rozwoju. Niestety, drogi są dwie.

Wzwyż i w dół.

Zastanówmy się, co by się stało, gdyby Bruce Wayne poszedł „w dół”. Uznałby, że świat jest przerażającym miejscem? Ukryłby się w swoim pałacu i wybrał na wewnętrzną emigrację, stał się nihilistą, utracjuszem, alkoholikiem, playboyem, cynikiem, psychopatą? Co by się stało, gdyby Bruce Banner przegrał walkę z promieniowaniem gamma? Stałby się potworem? Umarłby? Co by się stało, gdyby organizm Petera Parkera zareagował źle na geny pająka? Przeistoczyłby się w obrzydliwą bestię, taką jak w filmie „Mucha”? Wygrałyby nie geny człowieka, ale stawonoga? Co by się stało, gdyby Thor nie zrozumiał, gdzie leżą prawdziwe wartości w życiu? Zginąłby gdzieś pijany w wypadku samochodowym uznawszy, że nic nie ma sensu?

Pamiętajmy, że kryzys nie jest sytuacją, w której widać wyjście. Na tym właśnie polega jego natura. Gdyby było je widać, nie byłby to kryzys. Otacza nas tornado, nie widać dróg ani drzwi. Wisimy w powietrzu i nie wiemy, który obrać kierunek. Drogę wyjścia widać dopiero po tym, gdy nią przejdziemy. Mój przyjaciel, Mariusz Krawczyk, powiedział kiedyś, że nasza droga to ta, którą pozostawiamy za sobą. Ta, którą przeszliśmy. I wtedy staje się to jasne: „Oczywiście drogą wyjścia z kryzysu była decyzja taka, a taka”. Ale to wiemy, gdy jest po wszystkim, nie wtedy, gdy otacza nas chaos.

W sumie nie trzeba się zastanawiać, co by się stało, gdyby źle przez kryzys przeszli superbohaterowie, bo znamy wielu bohaterów, których kryzys zwinął, a nie rozwinął. Joker, bez pieniędzy, bez perspektyw, z żoną w ciąży (historia z „Zabójczego żartu”), zostaje wmanewrowany przez gangsterów w źle zorganizowany skok i staje się kozłem ofiarnym. Multimilioner Batman „walcząc ze złem” wrzuca go do pojemnika ze żrącymi chemikaliami. Joker wchodzi w kryzys. Potraktowany źle przez „sprawiedliwy świat” nie radzi sobie z nim. Załamuje się. Być może rozwija psychozę. Staje się człowiekiem, który zaczyna wierzyć, że światem rządzi chaos i sam staje się emisariuszem tego chaosu. Tak jak Celtowie wierzyli, że rzeczywistość jest grą szalonej bogini, Joker staje się bogiem dekonstrukcji. Owija swoją psyche wokół urazu, który staje się osią osobowości. Tak kryzys też może zadziałać, zwłaszcza, gdy świat ukaże maksymalnie złą, niesprawiedliwą twarz.

Zastanówmy się, co by się stało, gdyby rodziców Wayne’a zabili policjanci, którzy popełniliby błąd, zaniedbanie, wykazaliby się brawurą, porazili ich o jeden raz za dużo taserem i doprowadzili przez swój brak wyobraźni do niewydolności sercowo-oddechowej? Jak Bruce przeszedłby przez ten kryzys? Wciąż walczyłby o dobro i sprawiedliwość? Czy stałby się podobny do Jokera, uznawszy, że „sprawiedliwy świat” nie istnieje? Zwróćmy uwagę, że kryzys Wayne’a jest piekielnie wygodny: rodziców zabijają brudni, nieogoleni, źli bandyci. Jego ścieżka potem jest prosta: walczyć z bandytyzmem. A gdyby oprawcami byli strażnicy prawa? A gdyby nie był milionerem, ale biednym komediantem, którego bogacz w stroju nietoperza wrzuciłby do kadzi z chemikaliami? Jak poradziłby sobie z takim kryzysem?

Mario Puzo w pierwszych scenach „Ojca Chrzestnego” pokazuje bohatera o nazwisku Amerigo Bonasera. Człowiek ten siedzi w sądzie podczas rozprawy, w której uniewinnieni zostają dwaj młodzi mężczyźni, którzy pobili jego córkę masakrując jej twarz. Bonasera jest zdruzgotany wyrokiem sądu (reprezentującego „sprawiedliwy świat”) i udaje się do Vita Corleone, Dona jednej z najpotężniejszych mafijnych rodzin nowojorskich i prosi go o sprawiedliwość. Vito w delikatnych słowach drwi z naiwności Bonasery, który wierzył w system. Mówi, że gdyby Bonasera traktował go z szacunkiem, ci mężczyźni byliby teraz wrogami Vita i już spotkałaby ich za to kara. Bo systemowi nie wolno ufać. System jest kłamliwy i niesprawiedliwy. Książki Puza („Ojciec chrzestny”, „Omerta”, „Mroczna arena”) mówią w zasadzie o tym samym: system oszukuje. Trzeba stworzyć własny. Anarchistyczny, ale sprawiedliwy. Zwany powszechnie przestępczością zorganizowaną.

Być może Wayne na miejscu Jokera stałby się taki sam.

Ile hartu ducha i wytrzymałości musi mieć psyche, by po doświadczeniu kryzysu „sprawiedliwego świata” nie zamienić się we wściekłą bestię pragnącą zniszczyć wszystko i wszystkich?

Czy każdy z nas wystawiony na zatrute kły takiej rzeczywistości zamieni się w Jokera, Pingwina, Kingpina czy Lokiego? Bo przypomnijmy, że każdy z tych „superłotrów” miał nieszczęście przeżyć kryzys o wiele gorszy od „grzecznych” kryzysów superbohaterów. Ich zaatakowali nie łotrzykowie, ale „sprawiedliwy świat”.

*

Stanley Milgram prowadził swego czasu eksperyment, w którym badani poddawani byli presji sytuacji i właśnie przez sytuację zmuszani, by niewinnego, nieznanego sobie człowieka razić prądem tylko dlatego, że nie znał prawidłowych odpowiedzi na zadawane mu pytania. Oczywiście człowiekiem tym był aktor, a prawdziwego prądu nie było, niemniej to, co przeżywali badani (nie aktor) było bardzo przykre. Wielu psychologów zarzucało Milgramowi nieetyczność jego eksperymentu, więc naukowiec spotkał się jeszcze raz z badanymi celem ustalenia, czy zostali straumatyzowani. Większość z nich uznała eksperyment za ciekawy i odkrywczy, dowiedzieli się bowiem o sobie nowej (niepokojącej) rzeczy. Kilka procent badanych czuła się po eksperymencie źle. Nie mogli zaakceptować, że tak paskudnie się zachowali (razili prądem), nie mogli się pogodzić, że robili coś złego. Ich mniemanie o sobie (zapewne wysokie) zostało przez eksperyment Milgrama podkopane. Zaryzykuję stwierdzenie, że ci, którzy wydawali się urażeni przez owo doświadczenie, bronili swojego ego. Nie mogli się pogodzić, że wyszła z nich bestia. Nie odebrali eksperymentu jako lekcji, nie umieli zintegrować cienia (zaakceptować mrocznej natury swojej psychiki), wciąż się bronili. Posunę się dalej stawiając tezę, że charakteryzował ich egocentryzm.

Czym zaczynają się zajmować superbohaterowie po swoich kryzysach?

W zasadzie wszyscy zajmują się tym samym. Pomagają innym.

Kryzys powoduje, że zaczynają dostrzegać tych, którzy potrzebują pomocy. Pomagają bezbronnym, wspierają będących w potrzebie, bronią ich. Superwzrok, umiejętność latania, supesłuch, superempatia, supersiła i mądrość służą by, chronić i wzmacniać. Inspirować. Na tym polega superbohaterstwo.

Co po swoich kryzysach robią superłotrzy? Skupiają się na sobie. Na swoim urazie, swojej krzywdzie, swojej porażce i mszczą się na całym świecie, czasami na jednym człowieku, któremu po prostu zazdroszczą. Ich supermocą jest zemsta, zazdrość, poczucie krzywdy, zawód. Nie potrafią uwznioślić swojego urazu. Są uraźliwi.

Jaka jest różnica między wrażliwością i uraźliwością? Mówi się, że uraźliwość to wrażliwość bez ujścia rozwojowego. Inaczej rzecz ujmując osoba uraźliwa odczuwa ból, gdy jest zraniona, czasami wielki, ale nie widzi cierpienia innych. Cierpienie nie uczy jej wrażliwości na ból innych. Osoba wrażliwa także dojmująco odczuwa zranienia, ale uwrażliwia ją to na cierpienia innych ludzi.

Co decyduje o tym, że jedni są uraźliwi, a inni wrażliwi? Istnieją trzy czynniki, które wpływają na to, czym się stajemy: superłotrami czy superbohaterami. Czynnik pierwszy to konstytucja, czyli geny. Czynnik drugi to otoczenie. Rodzice, rodzeństwo, rówieśnicy, szkoła, nauczyciele i mistrz, jeśli taki się trafi. Czynnik trzeci to nasze własne wybory, samowychowanie, samowybieranie itd. Czynnik ten uaktywnia się najpóźniej. Na czynnik pierwszy nie mamy wpływu, a jest on potężny. Na drugi przez długi czas też nie. System, w którym się wychowujemy kształtuje naszą psyche, podobnie szkoła i nauczyciele. Ale mamy wpływ na jedną rzecz – nauczyciela. (Sam miałem wielkie szczęście, trafiając na prof. Tadeusza Kobierzyckiego. Był to człowiek, który fundował mi kryzys za kryzysem, a ja upadałem, podnosiłem się z kolan i po każdym takim razie zyskiwałem lepszy wzrok, słuch i umiejętność latania. Mój nauczyciel nie szczędził mi przeszkód i pewnie dlatego jakoś wyszedłem na ludzi). Czynnik trzeci staje się w pewnym momencie najważniejszy. To coś, co zmusi nas do tego, żeby powiedzieć: nienawidzę swojej nienawiści. Nienawidzę swojej zazdrości. Nienawidzę swojego zgorzknienia. Zaczynam pomagać słabszym, inspirować, szukać wartościowych jednostek, bo one są i dla nich warto się wysilać.

*

Zatem jak to by było z Waynem, gdyby dane mu było przeżyć kryzys Jokera? Nie wiemy. Wszystko zależy od tego, czy jest bardziej uraźliwy czy wrażliwy, od tego, jaki ma potencjał rozwojowy, jak silny byłby u niego czynnik trzeci. Jak z kolei zachowałby się Joker urodzony w bogatej rodzinie, widzący, jak jego rodzice giną zabici przez bandytów? Czy dostalibyśmy ludzkiego łotra Wayne’a i nieludzkiego superbohatera Jokera?

Mam nadzieję, że Wanye dałby sobie radę i obawiam się, że Joker nie byłby najlepszym superbohaterem.

Starożytni Grecy mówili, że dzielny człowiek nie modli się o to, aby oszczędzał go los. Dlaczego? Być może ludzie tacy wiedzieli, że kryzysy, które ich czekają, przyczynią się do zwiększenia ich supermocy.

A po co im te supermoce?

Żeby pomagać innym oczywiście.

Autorem powyższego artykułu jest Marcin Przybyłek – Polski pisarz science fiction, z wykształcenia lekarz. Przez 6 lat pracował w koncernie farmaceutycznym, później założył firmę szkoleniową. Debiutował w czerwcu 2000 roku w miesięczniku Świat Gier Komputerowych tworząc rubrykę Grao Story. Publikował teksty publicystyczne w „Nowej Fantastyce” w cyklu Co w duszy gra. W „Nowej Fantastyce” 11/2002 ukazało się jego pierwsze opowiadanie z cyklu o gamedecu („gierczanym detektywie”) Torkilu Aymorze – Gamedec. Małpia pułapka. Jego debiutem książkowym był zbiór dwunastu opowiadań Gamedec. Granica rzeczywistości, wydany przez wydawnictwo SuperNOWA w 2004. W kwietniu 2006 ukazał się tom drugi, tym razem powieść, pt. Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw. Autor książki „Orzeł Biały”.

Oceń wpis:
[Głosów: 4]
ROZWÓJ POPRZEZ KRYZYS A SUPERBOHATEROWIE written by Chudyśrednia ocen5/5 - 4oceny użytkowników