Mit Batmana jako obraz współczesnej Ameryki

Dodano: 23 listopada 2016

[Głosów: 31]

Fakty i mity

411

Książka Dawida Przywalnego stanowi dobre kompendium wiedzy dla wszystkich, którzy zechcieliby rozpocząć swoją przygodę w komiksowo-filmowym uniwersum Mrocznego Rycerza. Jest to bowiem coś w rodzaju łatwego w użyciu pakietu startowego. Jednak osoby, które już co nieco o komiksowych i filmowych wcieleniach mrocznego obrońcy Gotham wiedzą, nie znajdą tu żadnych nowych informacji ani interpretacji.

Książka składa się z czterech rozdziałów. W pierwszym – zatytułowanym „Między planszą komiksu a taśmą filmową” – autor prezentuje arbitralnie wybrany wycinek historii komiksu oraz omawia początki Mrocznego Rycerza. Poza tym znajduje się tu ogólna charakterystyka zależności pomiędzy komiksem i filmem. Kończąc ten rozdział autor zastanawia się natomiast nad zagadnieniem adaptacji oraz opisuje Batmana jako mit amerykańskiej kultury. Choć – trzeba to od razu zaznaczyć, uprzedzając dalsze uwagi – jest to charakterystyka dalece niewystarczająca. Tytułowa kategoria powinna bowiem zostać nie tylko precyzyjnie zdefiniowana, ale również wypadałoby, żeby stanowiła podstawowy element teoretycznego układu odniesienia wykorzystywanego w analizie. W książce niestety tego zabrakło.

Trzy kolejne rozdziały zawierają opis filmów z Batmanem powstających od końca lat osiemdziesiątych do roku 2012. W rozdziale „Zmierzch zimnej wojny a Powrót Batmana” znajduje się charakterystyka dwóch filmów Tima Burtona. Autor najpierw przybliża sylwetkę reżysera, a następnie charakteryzuje jego interpretacje opowieści o Mrocznym Rycerzu. Rozdział kolejny – „Ameryka lat 90. a Batman Forever” – poświęcony jest dwóm filmom Joela Schumachera. Także tu autor stosuje podobny schemat – najpierw znajdujemy charakterystykę sylwetki reżysera, a później opis stworzonych przez niego obrazów. Według tej samej recepty przyrządzony został rozdział czwarty – „Ameryka 9/11 a Mroczny Rycerz”, gdzie w pierwszej kolejności zapoznajemy się z Christopherem Nolanem, a następnie możemy prześledzić opis jego batmanowej trylogii. Tytuły wszystkich rozdział sugerują, że autor opracowania traktuje te filmy jako wariacje na temat czasów, w których powstawały.

Książka Dawida Przywalnego może stanowić interesującą pozycję, dla wszystkich, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z Batmanem. Mamy tu bowiem syntetyczną charakterystykę filmów, które znalazły już stałe miejsce w kanonie współczesnej popkultury. Można te opisy potraktować jako swoisty drogowskaz, który znacznie ułatwi orientację w kinowym uniwersum. W jednym miejscu zostały bowiem zebrane najważniejsze informacje i opinie na temat tych filmów. Autor opisuje sylwetki bohaterów, przedstawia zarysy fabuł, a także przywołuje komentarze recenzentów i krytyków, które mogą stanowić interesujący punkt wyjścia oraz zachętę do formułowania własnych opinii. Istotną wartością dla osób spoza komiksowego fandomu mogą być także informacje na temat historii komiksu i początków superbohaterów.

Paradoksalnie jednak to, co może stanowić atut tej książki z perspektywy kogoś, kto do tej pory nie zajmował się zbyt uważnie komiksami i filmami superbohaterskimi, jest jednocześnie mankamentem tego opracowania, który natychmiast zostanie dostrzeżony przez osoby nawet pobieżnie zaznajomione z problematyką. Autor nie wychodzi bowiem poza znane i wielokrotnie powtarzane interpretacje. Poza tym czasami można odnieść wrażenie, że cytowani publicyści przejmują kontrolę nad tekstem. Ich wypowiedzi nie są bowiem wpisywane w jakąś przemyślaną strukturę argumentacyjną wynikającą z jasno określonego teoretycznego układu odniesienia, lecz sprawiają wrażenie dość przypadkowo zestawionych opinii. Niestety jest to konsekwencja barku wyrazistego schematu analitycznego, która daje o sobie znać od samego początku książki. Ślepe podążanie za opiniami – głównie amerykańskich – dziennikarzy i recenzentów nie przynosi dobrych rezultatów.

Co gorsza, ich opinie zastępują własną, autorską analizę. Bardzo często ostatecznym dowodem potwierdzającym daną interpretację jest fakt, że tak stwierdził jakiś dziennikarz. W konsekwencji można odnieść wrażenie, że głos Dawida Przywalnego zostaje tu – na własne życzenie – zmarginalizowany i sprowadzony do rangi przypisu do wypowiedzi innych publicystów i dziennikarzy (czego symptomatycznym przykładem staje się komentarz na stronie 184). Niestety ta wtórność razi szczególnie w zestawieniu z nieco megalomańskimi komentarzami autora sugerującymi, że przeprowadza on „pogłębioną analizę dzieła”, która może „zwielokrotnić” „przyjemność z seansu” (str. 187). Wydaje się, że każdy szanujący się autor powinien potrafić powstrzymać się przed takimi stwierdzeniami, pozostawiając przyjemność dojścia do takich wniosków czytelnikom.

Omówienie szczegółowych uwag krytycznych warto rozpocząć od zastrzeżenia dotyczącego tytułowego pojęcia. Charakterystyka kluczowej dla tego opracowania kategorii mitu zajmuje w książce nieco ponad cztery strony (w rozdziale pierwszym). Co więcej, jest to omówienie niewystarczające i oparte w gruncie rzeczy na definicjach słownikowych oraz wypowiedziach publicystycznych. Wrzucenie do tego krótkiego i nieco chaotycznego wywodu definicji Bronisława Malinowskiego jest całkowicie niezrozumiałe. Nie tłumaczy go ani kontekst (wcześniej mamy przywołane dwie wypowiedzi dotyczące Batmana, również wywodzące się z dwóch różnych rejestrów), ani też sposób wykorzystania w dalszym opracowaniu (autor w gruncie rzeczy nie robi analitycznego użytku z żadnej przywołanej definicji). Krótko mówiąc, tytułowa kategoria mitu pozostaje niewyjaśniona, co sprawia, że dalszy wywód jest niestety zawieszony w teoretycznej próżni. Dawid Przywalny posługuje się pojęciem mitu całkowicie dowolnie, nazywając nim niemal wszystko.

Jeśli mowa już o rozdziale pierwszym, to trochę szkoda, że autor zdecydował się pójść na skróty. Na przykład historia komiksu została zaprezentowana właściwie na podstawie tylko trzech książek: „Komiks: Świat przerysowany” i „Komiks” Jerzego Szyłaka oraz „Sztuka komiksu” Krzysztofa Teodora Toeplitza. Jako amerykanista mógłby Dawid Przywalny zdobyć się na wysiłek sięgnięcia do jakichś bardziej aktualnych pozycji anglojęzycznych, które uczyniłyby wywód znacznie bardziej atrakcyjnym. W zasadzie jest tu tylko jedno odwołanie do interesującej pozycji zagranicznej, ale nawet ono pozostawia wiele do życzenia. Przywołuje bowiem autor książkę Lesa Danielsa (na stronie 32), niestety tylko po to, żeby podać informację, którą można znaleźć u Toeplitza. Trochę niejasne jest także to, dlaczego autor ogranicza opisywaną historię do lat czterdziestych.

242830

To podążanie za wywodem innych autorów prowadzi czasami do błędów merytorycznych. Na przykład pisze Dawid Przywalny, że „Toeplitz, posługując się terminologią McLuhana, zalicza komiks do środków super-hot” (str. 48). Pomijając fakt, że stwierdzenie to w żaden sposób nie wiąże się z wcześniejszym wywodem (autor nawet słowem nie wspomina o koncepcji Mrashalla McLuhana), zdanie to wprowadza także czytelnika w błąd. Kanadyjski medioznawca zaliczał bowiem komiksy do kategorii mediów zimnych a nie gorących, czyli takich, które charakteryzują się niską rozdzielczością i wysokim stopniem angażowania odbiorcy. Toeplitz w swoim wywodzie nie stwierdza wprawdzie wprost, jakoby to sam McLuhan traktował komiksy, jako media „super-gorące”, ale używając niefortunnego sformułowania błędnie wykorzystuje jego terminologię. Dawid Przywalny natomiast bezrefleksyjnie powtarza stwierdzenie Toeplitza nie zastanawiając się nad jego znaczeniem ani nie wyjaśniając czytelnikowi co się za nim kryje.

Należy stwierdzić, że otwarcie książki nie wypada zatem najkorzystniej. Jeśli bowiem już w pierwszym rozdziale autor sygnalizuje czytelnikowi, że wybrał linię najmniejszego oporu, trudno uznać to za zachęcające zaproszenie do dalszej lektury. Obawy, które mogą powstać już w tym miejscu, znajdują niestety potwierdzenie w dalszych partiach książki. Kolejnym zastrzeżeniem, które nasuwa się podczas lektury, jest publicystyczny charakter opisów zawartych w trzech kolejnych rozdziałach. Nie ma rzecz jasna nic złego w publicystyce, ale autor zapowiadał jednak naukową analizę, a nie nieustanne cytowanie opinii recenzentów i krytyków na temat przywoływanych filmów. Niestety należy uznać to za słabość opracowania, w gruncie rzeczy nie ma tu bowiem nic ponad to, co można już było przeczytać w prasie. Co więcej, autor powiela także w ten sposób grzechy mediów, które często upubliczniają nieprawdziwe – lub co najmniej niesprawdzone – informacje. Szczególnie rażące jest to we fragmencie, w którym autor sugeruje – podążając za informacjami medialnymi – że śmierć Heatha Ledgera wynikała z jego nadmiernego zaangażowania się w rolę Jokera (str. 176-177). Taka informacja pasuje na pierwszą stronę „Faktu” albo „Super Expressu”, ale w książce naukowej wymagałaby jednak krytycznego komentarza. To, że media kreują takie „fakty” jest niestety w dzisiejszej rzeczywistości nieuniknione, ale gorzej, gdy to samo robią autorzy książek aspirujących do miana naukowych. Zresztą sama informacja o śmierci aktora została tak niefortunnie wkomponowana w wywód, że będą ją w stanie zrozumieć tylko osoby, które znają temat.

Takich uproszczeń jest zresztą w książce znacznie więcej, a niektóre z nich są poważne. Kiedy na przykład autor w telegraficznym skrócie przytacza dowody na dalekosiężne oddziaływanie mediów, powinien robić to znacznie ostrożniej. Uniknąłby wówczas takich na przykład zdań: „W 1960 roku Richard Nixon przegrał wybory z Johnem Kennedym, gdyż podczas debaty telewizyjnej pocił się, a jego cera źle wyglądała” (str. 108). Powiedzieć, że jest to nadmierny skrót myślowy, to nic nie powiedzieć. Wprawdzie medioznawcy zrobili wiele, żeby sprowadzić tę debatę do parodii, ale to nie usprawiedliwia notorycznego upraszczania tego zdarzenia i powtarzania frazesów na jego temat.

us

Skrótowości towarzyszy także brak konsekwencji. W zależności od kontekstu i doraźnych potrzeb autor przywołuje określone zdarzenia, jako ilustracje pewnych tez, nie zwracając uwagi na to, że czasami sam sobie zaprzecza. Mówiąc na przykład o – wspomnianym powyżej – wpływie mediów na zafałszowywanie rzeczywistości, autor przywołuje przykład Wojny w Zatoce (str. 108). Ma to być ilustracja dla procesów kreowania zafałszowanego obrazu świata. Autor wzmacnia ten przykład odwołując się do kontrowersyjnego tekstu Jeana Baudrillarda „Wojny w Zatoce nie było” (zresztą swoim zwyczajem robi to bez żadnych wyjaśnień). W innym miejscu Wojna w Zatoce jest jednak przywoływana już jako przykład błyskawicznie wygranego starcia, dowodzącego militarnego zaawansowania USA i prowadzącego do pojawienia się pozytywnych nastrojów społecznych (str. 132). Niestety brak jakichkolwiek pogłębionych komentarzy i wyjaśnień sprawia, że czytając takie fragmenty można się nieco pogubić.

Dość swobodne podejście do interpretacji określonych zdarzeń daje też o sobie znać, gdy Dawid Przywalny interpretuje kolejne filmy z udziałem Batmana jako metafory polityki prowadzonej przez USA. Na poziomie publicystycznym takie tezy wydają się być bardzo atrakcyjne – zresztą znamy je z dziesiątków tekstów prasowych – ale od autora opracowania naukowego należy wymagać uzasadnienia tych propozycji. Tymczasem każe nam on wierzyć sobie na słowo, uzasadniając swój wywód jedynie kolejnymi cytatami. Czytając kolejne interpretacje można odnieść wrażenie, że filmy o Batmanie mogą być metaforą wszystkiego. Zależy to tylko od wyobraźni autora takich interpretacji.

1d06_batman_american_flag_logo_dd

W książce pojawiają się także błędy drobniejsze, które na poziomie pracy magisterskiej może nie zostały wychwycone, ale w trakcie przygotowywania książki do druku powinny zostać wyeliminowane. Na przykład Bruno Bettelheim nie był socjologiem (str. 57); „Strażników” napisał oczywiście Moore, ale nie Michael tylko Alan (str. 194). Choć zapewne sam Mag z Northampton ucieszyłby się z takiej pomyłki, dzięki której choć część czytelników nie skojarzy jego osoby ze znienawidzonym wydawnictwem. Problem także stanowi kilkukrotne przywołanie zajęć uczelnianych jako źródła informacji (np. przypis 35 ze strony 29; przypis 217 ze strony 105; przypis 226 ze strony 108). Niestety nie wygląda to zbyt profesjonalnie. Przecież wykłady czy ćwiczenia są zazwyczaj prowadzone na podstawie określonych lektur, które wykładowcy jednoznacznie wskazują. Szkoda, że autor nie wykonał w tym przypadku pracy polegającej na dotarciu do tych źródeł i ich jednoznacznego wskazania oraz dodatkowego przepracowania.

Choć mogłoby się wydawać, że powyższe uwagi krytyczne dyskredytują recenzowaną książkę, to tak nie jest. „Mit Batmana” jest opracowaniem, które ma pewne zalety, jeśli potraktujemy je jako zaproszenie do uniwersum Batmana. Jest to jednak zaproszenie wystosowane do tych, którzy jeszcze tam nie byli. Inni raczej nie powinni z niego korzystać. Poza tym, wszystkie powyższe uwagi należałoby być może nieco złagodzić podkreślając, że recenzowana książka powstała na podstawie pracy magisterskiej, i jako taka zawiera – co zrozumiałe – wszelkie uchybienia, jakie zawierają zazwyczaj prace magisterskie. Jej autor znajduje się przecież dopiero na początku swej pisarskiej drogi. Trzeba mieć nadzieję, że kolejne książki Dawida Przywalnego będą wolne od mankamentów jego pisarskiego debiutu.

Autorem artykułu jest dr Paweł Ciołkiewicz – socjolog zajmujący się analizą dyskursu i socjologią mediów. Obecnie prowadzi badania dotyczące kultury popularnej. Autor pracy doktorskiej pt. „Pamięć zbiorowa w dyskursie publicznym. Analiza polskiej debaty na temat wypędzeń Niemców po drugiej wojnie światowej”, którą napisał na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. W roku 2011 praca doktorska została uhonorowana główną nagrodą w konkursie organizowanym pod patronatem Prezydenta RP „Polskie wyzwania: państwo – tożsamość – rozwój”.

Korekta: Monika Banik.

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa BookOne oraz, Dawidowi Przywalnemu oraz Pawłowi Szczepanikowi  za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tytuł: Mit Batmana jako obraz współczesnej Ameryki. Analiza filmowych adaptacji komiksu (1989-2012)

Autor: Dawid Przywalny

Wydawca: BookOne (Kraków)

Rok wydania: 2014

239 stron

Oceń wpis:
[Głosów: 31]
Mit Batmana jako obraz współczesnej Ameryki written by Chudyśrednia ocen1.7/5 - 31oceny użytkowników
  • David

    Szanowny Panie Profesorze,

    Bardzo dziękuję za recenzję książki, która jest przedrukiem pracy magisterskiej z 2012 roku, z jednym dodatkowym rozdziałem dopisanym już po obronie w czerwce 2012 i po premierze ostatniej części Trylogii Nolana. Praca została bardzo dobrze przyjęta i oceniona przez promotora i recenzenta w ramach obrony tytułu magistra w Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ i otrzymała wyróżnienie w postaci nominacji do Nagrody Dziekana WSMiP UJ dla najlepszej pracy. Publikacja książki jako przedruku pracy magisterskiej została sfinansowana dzięki środkom finansowym pochodzącym z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cieszę się, że mimo licznych uwag krytycznych pozycja została uznana za „dobre kompendium wiedzy dla wszystkich, którzy zechcieliby rozpocząć przygodę w komiksowo-filmowym uniwersum (…).”
    Na wstępie chciałby zgodzić się z kilkoma zarzutami. Przede wszystkim trafnie została wskazana mała ilość miejsca i niewystarczające skupienie uwagi na kategorii „mitu”. Wynika to z błędnego wyeksponowania tego elementu w tytule książki/pracy magisterskiej, który chciałem zmienić jednak z przyczyn techniczno-formalnych nie było to możliwe. Najważniejszym elementem tytułu książki jest tak naprawdę drugie zdanie czyli „Analiza filmowych adaptacji komiksu (1989-2012).” Choć tutaj też wypadałoby termin zamienić lub uzupełnić o kolejny, jakim jest „interpretacja”. Książka niestety nie jest pozbawiona wielu błędów, które dręczą mnie na każdym kroku, jak choćby karygodna pomyłka imienia Alana Moore’a. Błąd, który pojawił się na którymś z etapów poprawek i korekty. W swoim egzemplarzu poprawilem go czerwonym markerem, gdyż tak bardzo kul mnie w oczy.
    Nie sposób mi się jednak zgodzić z największym zarzutem postawionym w recenzji, czyli z argumentem, że praca nie zawiera żadnych nowych interpretacji. Proszę wyprowadzić mnie z błędu, ale nie spotkałem się z tekstami, które dokonywałyby m.in interpretacji:
    – filmu „Batman” (1989) w odwołaniu się do konfliktu zimno-wojennego
    – postaci Kobiety-Kot z filmu „Batman Returns” (1992) w kluczu feministycznym odczytując ją jako strach przed ówczesnym feminizmem
    – zestawiającej decyzje artystyczne Schumachera przy jego wizji adaptacji przygód Batmana z politycznymi i ekonomicznymi wydarzeniami z lat 90tych
    – filmu „Mroczny Rycerz Powstaje” (2012), która wykorzystując klucz zastosowany przez Slavoja Žižeka wskazywałyby błędy w jego interpretacji
    Z ogromną chęcią zapoznam się z „dziesiątkami pozycji prasowych”, które zawierają te lub podobne wątki interpretacyjne. Z wyłączeniem oczywiście odczytywania Trylogii Nolana w kontekście 9/11, co zresztą stanowiło punkt wyjścia dla podobnej interpretacji poprzednich filmów.
    W przewrotny sposób zgadzam się, ze stwierdzeniem, że „filmy o Batmanie mogą być metaforą wszystkiego. Zależy to tylko od wyobraźni autora interpretacji.”. Jest to zarzut często stosowany wobec filmoznawców i częściowo może wynikać, z braku zrozumienia dla narzędzi interpretacji filmowej. Każdym film przepuszczony przez różne klucze interpretacyjne da różne wyniki końcowe. Ten sam film inaczej zostanie odczytany jeśli zastosujemy wobec niego koncepcje feministyczne, psychoanalityczne teorie filmowe, semiotykę strukturalną czy krytykę ideologiczną. Nie sposób mi się zgodzić z zarzutem, że w pracy brak „wyrazistego braku schematu analitycznego”. We wstępie został nakreślony schemat analizy i interpretacji, który odwołuje się do myśli Kracauera oraz amerykańskiej metody analizy ideologicznej, które zakładają odczytywanie z filmów ukrytych podświadomych treści społecznych wpisujących się w ówczesny kontekst polityczny i wydarzeń historycznych.

    Na etapie pisania pracy magisterskiej pojawił się zarzut, że znajduje się w niej zbyt dużo wątków, które nie pojawiły się we wcześniejszych pracach filmoznawczych czy recenzjach dziennikarskich. Z tego też powodu musiałem odnaleźć jak najwięcej artykułów i opracować, które pozwoliłby choc częściowo poprzeć te interpretacje. Stąd rozbudowana część cytatów, która w moim odczuciu stanowi przedłużenie i potwierdzenie wywodu, a bynajmniej nie oddanie głosu innymi. Rozbudowana baza przypisów i bogata bibliografia zarówno części monograficznej, jak i pozycji publicystycznych, recenzenckich czy materiałów dokumentalnych stanowiła jeden z atutów pracy magisterskiej. Dodatkowo nie uważam, że odwoływanie się do recenzji filmowych w pracy filmoznawczej mogło być poczynione jako zarzut. Jest to powszechna praktyka stosowana przy analizach i interpretacjach. W recenzji element ten został tak mocno podkreślony, że zdawałoby się, iż w ogóle nie odwoływałem się do pracy naukowych dotyczących tych filmów, co nie jest zgodne ze stanem faktycznym.
    Zarzut o przytaczaniu niesprawdzonych faktów rodem z tabloidów uważam za krzywdzący, ale przede wszystkim nie zgodny z tym, co napisałem. Pozwolę sobie przytoczyć rzeczony fragment ze strony 176-177 „22 stycznia 2008 roku aktor został odnaleziony martwy w swoim pokoju hotelowym. Informacja o jego tragicznej śmierci wywołała ogromne zamieszanie i zainteresowanie prasy. Sekcja zwłok wykazała, że zmarł z powodu przedawkowania środków nasennych. Ledger od dawna zmagał się z bezsennością, a ponoć również leczył się z depresji. Media zaczęły spekulować, że aktor tak głęboko wszedł w odgrywaną przez siebie postać psychopaty, że nie potrafił powrócić do normalności. Rozpisywano się o jego przygotowaniach do roli, o zamykaniu się w hotelu, gdzie miał pracować nad mimiką, postawą, głosem i innymi detalami budującymi kreację Jokera.”. Tego fragmentu nie sposób uznać za „sugerowanie powodów śmierci aktora”, gdyż te zostało dokładnie podane. Elementy, o których pisała prasa zostały jasno określone jako spekulacje.
    Dodatkowo mam wrażenie, że zarzut recenzji wskazujący na brak nowych informacji oraz wspomnienie o fandomie, wskazuje na przeświadczenie, że książka miala i będzie omawiać postać Batmana w ujęciu komiksowym. Jednak rysunkowe opowieści stanowią w niej jedynie element dodatkowy, a główny ciężar został postawiony na filmowe adaptacje, co zostało podkreślone w drugiej części tytułu. Niezrozumiały jest dla mnie również zarzut o „niejasności” wybraniu lat czterdziestych jako końca wywodu o historii komiksu skoro tytuł tego fragmentu to „Historia komiksu do lat 40. i powstania serii Batman”. W dalszych rozdziałach przy okazji filmowych nawiązań do komiksów pojawiają się dodatkowe fragmenty uzupełniające historię rysunkowych przygód tej postaci. Celem książki nigdy nie było szczegółowe opisanie dziejów komiksu, ani zmierzenie się z ponad 75-letnią historii postaci Batmana. Pobieżna historia amerykańskiego komiksu wynika jedynie z nakreślenia tła dla czytelników, którzy nie posiadają żadnej wiedzy na temat tego medium. Wyznacznikiem dla prac magisterskich jest niski prób wejścia dla czytelnika stąd właśnie obecność tego fragment, a jego rozbudowanie doprowadziłoby do zaburzenie całej struktury. Warto również podkreślić, że ten 20stronicowy podrozdział nie został opisany przy odwołaniu się do tylko 3 pozycji. Odnaleźć bowiem możemy przypis kierujące do: 1) Szyłaka „Komiks. Świat przerysowany” 2) Szyłak „Komiks” 3) Topeplitz „Sztuka komiksu”, ale również do 4) Andrzej Banach „Pismo i obraz”, 5) artykułów zawartych w 7 numerze „Film na świecie”, 6) Les Daniels „A history of comic books in America”, 7) Szyłak „Poetyka komiksu: warstwa ikoniczna i językowa”, 8) Szyłak „Komiks w kulturze ikonicznej XX wieku”, 9) Les Daniels „Batman The Complete History”, 10) praca zbiorowa „The Dc Comics Encyclopedia”. Przewaga cytowań pozycji polskich autorów wynika z wymogu zachowania przewagi oparcia się na źródłach polskojęzycznych w całości pracy magisterskiej. Zgadzam się, że można by rozwinąć bazę odwołań do innych pozycji zagranicznych oraz rozbudować historię komiksu, ale jak podkreślałem wyżej – nie stanowiło to celu pracy oraz mogło doprowadzić do zachwiania struktury.
    Dziwi mnie również zarzut o błędzie merytorycznym przy wątku Toeplitz-McLuhan. Nawet z zacytowanego w recenzji fragmentu nie wynika bym ani ja, ani sam Toeplitz, przytaczali błędnie myśl McLuhan. Toeplitz wykorzystuje terminologię McLuhana, lecz dokonuje odmiennego od niego określenia położenia komiksu na linii zimne-gorące. Zgadzam się jednak, że ten interesujący fragment wymaga rozszerzenia. Najlepiej w postaci osobnego artykuły naukowego.
    Nie potrafię zrozumieć również fragmentu dotyczącego Wojny w Zatoce i przywołania Baudrillarda bez wyjaśnienia. Pozwolę sobie przytoczyć ten fragment „W latach 1990-1991 Ameryka zaangażowała się w I Wojnę w Zatoce Perskiej, a kamery telewizyjne bez przerwy relacjonowały to wydarzenie. Czyni się zarzut, że starannie dobierano odpowiednie miejsca i zdarzenia, by w pozytywnym świetle przedstawić armię USA. Według Jeanna Baudirillarda Wojna w Zatoce nie była prawdziwą wojną, a jedynie symulakrum, czyli znakiem nieposiadającym odzwierciedlenia w rzeczywistości, stanowiącym sztuczny wytwór.”. Po tym fragmencie cytuje fragment z książki Baudrillarda. Cały wątek znajduje się w podrozdziale, w którym opisywany jest wpływ mediów na polityczną rzeczywistości. Wydaje mi się, że ten fragment dostatecznie wyjaśnia dlaczego posłużyłem się odwołaniem do Baudrillarda. Nie widzę też sprzeczności między odwołaniem się do Baudrillarda, a opisaniem Wojny w Zatoce jako sukcesu armii USA, która pozytywnie wpłynęła na wizerunek silnego państwa wśród Amerykanów. Nie tylko te elementy nie przeczą sobie, ale wręcz uzupełniają. Sztuczne wykreowanie perfekcyjnego zwycięstwa przez media pozytywnie wpłynęła na odbiór tej wojny przez społeczeństwo. Co do przykładu Nixon/Kennedy to był on obok Wojny w Zatoce jednym z wielu przykładów na opisanie zjawiska wpływania mediów na społeczeństwo poprzez relacjonowanie wydarzeń. Wspomniałem m.in o Wojnie w Wietnamie czy wojnie z Hiszpanią z 1898 roku. Nie sposób każdego z nich dostatecznie opisać i wyjaśnić całej złożoności tematycznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że debatę Nixon/Kennedy powszechnie przywołuje się jak przykład wpływu mediów na sferę polityki.
    Uwagę o „megalomańskich” komentarza autorskich uważam, za lekko krzywdzący, gdyż znajdują się one w „Interludium (fragment oryginalnego zakończenia pracy magisterskiej”. Zakończenie ze swojej natury jest miejscem, gdzie autor może porzucić rolę badacza i zastosować osobisty oraz nacechowany emocjonalnie komentarz. Chyba każdy autor czuje przypływ euforii pisząc zakończenie, które oznacza zakończenie długiego i żmudnego procesu.
    Przyjmuję zarzut odnośnie przypisów prowadzących do wykładów uniwersyteckich. Był to celowy zabieg mający na celu uhonorowanie wykładowców i ich wspaniałego wysiłku dydaktycznego, co podkreśliłem i zaznaczyłem we wstępie.
    Pragnę jeszcze raz bardzo podziękować za recenzję i wszystkie uwagi krytyczne. Będą one doskonałym drogowskazem i wyznacznikiem dla większej precyzji i dokładności przy powstawaniu kolejnej pracy.

  • David

    Szanowny Panie Doktorze,

    Bardzo dziękuję za recenzję książki, która jest przedrukiem pracy magisterskiej z 2012 roku, z jednym dodatkowym rozdziałem dopisanym już po obronie w czerwce 2012 i po premierze ostatniej części Trylogii Nolana. Praca została bardzo dobrze przyjęta i oceniona przez promotora i recenzenta w ramach obrony tytułu magistra w Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ i otrzymała wyróżnienie w postaci nominacji do Nagrody Dziekana WSMiP UJ dla najlepszej pracy. Publikacja książki jako przedruku pracy magisterskiej została sfinansowana dzięki środkom finansowym pochodzącym z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cieszę się, że mimo licznych uwag krytycznych pozycja została uznana za „dobre kompendium wiedzy dla wszystkich, którzy zechcieliby rozpocząć przygodę w komiksowo-filmowym uniwersum (…).”

    Na wstępie chciałby zgodzić się z kilkoma zarzutami. Przede wszystkim trafnie została wskazana mała ilość miejsca i niewystarczające skupienie uwagi na kategorii „mitu”. Wynika to z błędnego wyeksponowania tego elementu w tytule książki/pracy magisterskiej, który chciałem zmienić jednak z przyczyn techniczno-formalnych nie było to możliwe. Najważniejszym elementem tytułu książki jest tak naprawdę drugie zdanie czyli „Analiza filmowych adaptacji komiksu (1989-2012).” Choć tutaj też wypadałoby termin zamienić lub uzupełnić o kolejny, jakim jest „interpretacja”. Książka niestety nie jest pozbawiona wielu błędów, które dręczą mnie na każdym kroku, jak choćby karygodna pomyłka imienia Alana Moore’a. Błąd, który pojawił się na którymś z etapów poprawek i korekty. W swoim egzemplarzu poprawilem go czerwonym markerem, gdyż tak bardzo kul mnie w oczy.

    Nie sposób mi się jednak zgodzić z największym zarzutem postawionym w recenzji, czyli z argumentem, że praca nie zawiera żadnych nowych interpretacji. Proszę wyprowadzić mnie z błędu, ale nie spotkałem się z tekstami, które dokonywałyby m.in interpretacji:
    – filmu „Batman” (1989) w odwołaniu się do konfliktu zimno-wojennego
    – postaci Kobiety-Kot z filmu „Batman Returns” (1992) w kluczu feministycznym odczytując ją jako strach przed ówczesnym feminizmem
    – zestawiającej decyzje artystyczne Schumachera przy jego wizji adaptacji przygód Batmana z politycznymi i ekonomicznymi wydarzeniami z lat 90tych
    – filmu „Mroczny Rycerz Powstaje” (2012), która wykorzystując klucz zastosowany przez Slavoja Žižeka wskazywałyby błędy w jego interpretacji
    Z ogromną chęcią zapoznam się z „dziesiątkami pozycji prasowych”, które zawierają te lub podobne wątki interpretacyjne. Z wyłączeniem oczywiście odczytywania Trylogii Nolana w kontekście 9/11, co zresztą stanowiło punkt wyjścia dla podobnej interpretacji poprzednich filmów.

    W przewrotny sposób zgadzam się, ze stwierdzeniem, że „filmy o Batmanie mogą być metaforą wszystkiego. Zależy to tylko od wyobraźni autora interpretacji.”. Jest to zarzut często stosowany wobec filmoznawców i częściowo może wynikać, z braku zrozumienia dla narzędzi interpretacji filmowej. Każdym film przepuszczony przez różne klucze interpretacyjne da różne wyniki końcowe. Ten sam film inaczej zostanie odczytany jeśli zastosujemy wobec niego koncepcje feministyczne, psychoanalityczne teorie filmowe, semiotykę strukturalną czy krytykę ideologiczną. Nie sposób mi się zgodzić z zarzutem, że w pracy brak „wyrazistego braku schematu analitycznego”. We wstępie został nakreślony schemat analizy i interpretacji, który odwołuje się do myśli Kracauera oraz amerykańskiej metody analizy ideologicznej, które zakładają odczytywanie z filmów ukrytych podświadomych treści społecznych wpisujących się w ówczesny kontekst polityczny i wydarzeń historycznych.

    Na etapie pisania pracy magisterskiej pojawił się zarzut, że znajduje się w niej zbyt dużo wątków, które nie pojawiły się we wcześniejszych pracach filmoznawczych czy recenzjach dziennikarskich. Z tego też powodu musiałem odnaleźć jak najwięcej artykułów i opracować, które pozwoliłby choc częściowo poprzeć te interpretacje. Stąd rozbudowana część cytatów, która w moim odczuciu stanowi przedłużenie i potwierdzenie wywodu, a bynajmniej nie oddanie głosu innymi. Rozbudowana baza przypisów i bogata bibliografia zarówno części monograficznej, jak i pozycji publicystycznych, recenzenckich czy materiałów dokumentalnych stanowiła jeden z atutów pracy magisterskiej. Dodatkowo nie uważam, że odwoływanie się do recenzji filmowych w pracy filmoznawczej mogło być poczynione jako zarzut. Jest to powszechna praktyka stosowana przy analizach i interpretacjach. W recenzji element ten został tak mocno podkreślony, że zdawałoby się, iż w ogóle nie odwoływałem się do pracy naukowych dotyczących tych filmów, co nie jest zgodne ze stanem faktycznym.

    Zarzut o przytaczaniu niesprawdzonych faktów rodem z tabloidów uważam za krzywdzący, ale przede wszystkim nie zgodny z tym, co napisałem. Pozwolę sobie przytoczyć rzeczony fragment ze strony 176-177 „22 stycznia 2008 roku aktor został odnaleziony martwy w swoim pokoju hotelowym. Informacja o jego tragicznej śmierci wywołała ogromne zamieszanie i zainteresowanie prasy. Sekcja zwłok wykazała, że zmarł z powodu przedawkowania środków nasennych. Ledger od dawna zmagał się z bezsennością, a ponoć również leczył się z depresji. Media zaczęły spekulować, że aktor tak głęboko wszedł w odgrywaną przez siebie postać psychopaty, że nie potrafił powrócić do normalności. Rozpisywano się o jego przygotowaniach do roli, o zamykaniu się w hotelu, gdzie miał pracować nad mimiką, postawą, głosem i innymi detalami budującymi kreację Jokera.”. Tego fragmentu nie sposób uznać za „sugerowanie powodów śmierci aktora”, gdyż te zostało dokładnie podane. Elementy, o których pisała prasa zostały jasno określone jako spekulacje.

    Dodatkowo mam wrażenie, że zarzut recenzji wskazujący na brak nowych informacji oraz wspomnienie o fandomie, wskazuje na przeświadczenie, że książka miala i będzie omawiać postać Batmana w ujęciu komiksowym. Jednak rysunkowe opowieści stanowią w niej jedynie element dodatkowy, a główny ciężar został postawiony na filmowe adaptacje, co zostało podkreślone w drugiej części tytułu. Niezrozumiały jest dla mnie również zarzut o „niejasności” wybraniu lat czterdziestych jako końca wywodu o historii komiksu skoro tytuł tego fragmentu to „Historia komiksu do lat 40. i powstania serii Batman”. W dalszych rozdziałach przy okazji filmowych nawiązań do komiksów pojawiają się dodatkowe fragmenty uzupełniające historię rysunkowych przygód tej postaci. Celem książki nigdy nie było szczegółowe opisanie dziejów komiksu, ani zmierzenie się z ponad 75-letnią historii postaci Batmana. Pobieżna historia amerykańskiego komiksu wynika jedynie z nakreślenia tła dla czytelników, którzy nie posiadają żadnej wiedzy na temat tego medium. Wyznacznikiem dla prac magisterskich jest niski prób wejścia dla czytelnika stąd właśnie obecność tego fragment, a jego rozbudowanie doprowadziłoby do zaburzenie całej struktury. Warto również podkreślić, że ten 20stronicowy podrozdział nie został opisany przy odwołaniu się do tylko 3 pozycji. Odnaleźć bowiem możemy przypis kierujące do: 1) Szyłaka „Komiks. Świat przerysowany” 2) Szyłak „Komiks” 3) Topeplitz „Sztuka komiksu”, ale również do 4) Andrzej Banach „Pismo i obraz”, 5) artykułów zawartych w 7 numerze „Film na świecie”, 6) Les Daniels „A history of comic books in America”, 7) Szyłak „Poetyka komiksu: warstwa ikoniczna i językowa”, 8) Szyłak „Komiks w kulturze ikonicznej XX wieku”, 9) Les Daniels „Batman The Complete History”, 10) praca zbiorowa „The Dc Comics Encyclopedia”. Przewaga cytowań pozycji polskich autorów wynika z wymogu zachowania przewagi oparcia się na źródłach polskojęzycznych w całości pracy magisterskiej. Zgadzam się, że można by rozwinąć bazę odwołań do innych pozycji zagranicznych oraz rozbudować historię komiksu, ale jak podkreślałem wyżej – nie stanowiło to celu pracy oraz mogło doprowadzić do zachwiania struktury.

    Dziwi mnie również zarzut o błędzie merytorycznym przy wątku Toeplitz-McLuhan. Nawet z zacytowanego w recenzji fragmentu nie wynika bym ani ja, ani sam Toeplitz, przytaczali błędnie myśl McLuhan. Toeplitz wykorzystuje terminologię McLuhana, lecz dokonuje odmiennego od niego określenia położenia komiksu na linii zimne-gorące. Zgadzam się jednak, że ten interesujący fragment wymaga rozszerzenia. Najlepiej w postaci osobnego artykuły naukowego.

    Nie potrafię zrozumieć również fragmentu dotyczącego Wojny w Zatoce i przywołania Baudrillarda bez wyjaśnienia. Pozwolę sobie przytoczyć ten fragment „W latach 1990-1991 Ameryka zaangażowała się w I Wojnę w Zatoce Perskiej, a kamery telewizyjne bez przerwy relacjonowały to wydarzenie. Czyni się zarzut, że starannie dobierano odpowiednie miejsca i zdarzenia, by w pozytywnym świetle przedstawić armię USA. Według Jeanna Baudirillarda Wojna w Zatoce nie była prawdziwą wojną, a jedynie symulakrum, czyli znakiem nieposiadającym odzwierciedlenia w rzeczywistości, stanowiącym sztuczny wytwór.”. Po tym fragmencie cytuje fragment z książki Baudrillarda. Cały wątek znajduje się w podrozdziale, w którym opisywany jest wpływ mediów na polityczną rzeczywistości. Wydaje mi się, że ten fragment dostatecznie wyjaśnia dlaczego posłużyłem się odwołaniem do Baudrillarda. Nie widzę też sprzeczności między odwołaniem się do Baudrillarda, a opisaniem Wojny w Zatoce jako sukcesu armii USA, która pozytywnie wpłynęła na wizerunek silnego państwa wśród Amerykanów. Nie tylko te elementy nie przeczą sobie, ale wręcz uzupełniają. Sztuczne wykreowanie perfekcyjnego zwycięstwa przez media pozytywnie wpłynęła na odbiór tej wojny przez społeczeństwo. Co do przykładu Nixon/Kennedy to był on obok Wojny w Zatoce jednym z wielu przykładów na opisanie zjawiska wpływania mediów na społeczeństwo poprzez relacjonowanie wydarzeń. Wspomniałem m.in o Wojnie w Wietnamie czy wojnie z Hiszpanią z 1898 roku. Nie sposób każdego z nich dostatecznie opisać i wyjaśnić całej złożoności tematycznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że debatę Nixon/Kennedy powszechnie przywołuje się jak przykład wpływu mediów na sferę polityki.

    Uwagę o „megalomańskich” komentarza autorskich uważam, za lekko krzywdzący, gdyż znajdują się one w „Interludium (fragment oryginalnego zakończenia pracy magisterskiej”. Zakończenie ze swojej natury jest miejscem, gdzie autor może porzucić rolę badacza i zastosować osobisty ora nacechowany emocjonalnie komentarz. Chyba każdy autor czuje przypływ euforii pisząc zakończenie, które oznacza zakończenie długiego i żmudnego procesu.

    Przyjmuję zarzut odnośnie przypisów prowadzących do wykładów uniwersyteckich. Był to celowy zabieg mający na celu uhonorowanie wykładowców i ich wspaniałego wysiłku dydaktycznego, co podkreśliłem i zaznaczyłem we wstępie.

    Pragnę jeszcze raz bardzo podziękować za recenzję i wszystkie uwagi krytyczne. Będą one doskonałym drogowskazem i wyznacznikiem dla większej precyzji i dokładności przy powstawaniu kolejnej pracy.