Jim Lee. Wywiad

Dodano: 11 października 2017

[Głosów: 5]

Jim Lee mówi…

Opracowano na podstawie indywidualnego wywiadu, wypowiedzi z konferencji prasowej oraz spotkania z publicznością Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi 2017, prowadzonego przez Przemysława Pawełka.

O komiksie, o który najczęściej jest pytany

Myślę, że X-Men, Punisher i Batman: Hush. Rysuję od trzydziestu lat, więc jeśli do tej pory nie kupiliście mojego komiksu, to już za późno (śmiech). Jeśli nie zdążyliście mnie polubić, to zapomnijcie (śmiech). Co interesujące, mogę niemal dokładnie odgadnąć, kiedy ktoś zaczął czytać komiksy po tym, co daje mi do podpisu: zeszyty X-Men powstały w latach osiemdziesiątych, WildC.A.T.s – w dziewięćdziesiątych, zaś Batman: Hush – w 2002 roku. Czuję dumę, kiedy ludzie przynoszą moje komiksy i mówią: „ten zeszyt wciągnął mnie w czytanie komiksów”. Przepraszam! (śmiech).

O imprincie Odrodzenie

Odrodzenie to efekt nieustającej ewolucji mitologii DC. DC Comics wydaje komiksy od ponad osiemdziesięciu lat i postacie bardzo różnią się od swoich wersji, które zostały zaprezentowane po raz pierwszy, ponieważ każda kolejna generacja twórców przejmuje te postacie i kształtuje je po swojemu. Dlatego uruchomiliśmy Nowe DC; idea polegała na restarcie i zmianie wszystkiego. Zresetowaliśmy zegar, więc wiele postaci spotkało się ponownie po raz pierwszy, opowiedzieliśmy jeszcze raz genezę Supermana, tym razem w nowym stylu. To w pewnym sensie wyalienowało tę część fanów, która ceniła bardziej tradycyjne, bardziej nostalgiczne wersje bohaterów. Odrodzenie jest w istocie ponownym sprowadzeniem naszych herosów do ich podstawowych wartości i oryginalnych aspektów, które uczyniły ich wyjątkowymi.

O Supermanie

W Nowym DC radykalnie odmieniliśmy Supermana, w ramach Odrodzenia powraca klasyczne ujęcie tej postaci. Tak jak wspomniałem, osiemdziesiąt lat publikowania i to ekscytujące, że wciąż możemy wprowadzać nowe elementy, wciąż zachowywać postać znajomą i zarazem inspirującą.

Wiele wydarzy się na łamach Action Comics i będzie to miało wpływ na pozostałą część uniwersum DC. W miarę zbliżania się do tysięcznego numeru serii uruchomimy naprawdę duże plany wobec Supermana. Nie wszystko będzie koniecznie powiązane z eventami Metal czy Doomsday Clock, ale mamy plany na niemal dwa, trzy lata do przodu.

O nowej serii Suicide Squad

Zawsze byłem fanem Suicide Squad, jeszcze kiedy był serią komiksową w latach osiemdziesiątych. Dopiero jednak kiedy wyszedł film, otworzyły mi się oczy; zrozumiałem, że to są fantastyczne postacie. Podoba mi się zresztą wyzwanie, polegające na wzięciu postaci, które nie są właściwie tak popularne jak Liga Sprawiedliwości i zrobieniu z nimi czegoś kompletnie innego. Uwielbiam też fakt, że to jest zespół złoczyńców, którzy zostali zmuszeni do czynienia dobra i w każdym momencie każdy z nich może zginąć. Większość superbohaterów nigdy nie umrze, w przeciwnym razie nie moglibyśmy na nich zarabiać.

Rysowanie Suicide Squad to też dla mnie szansa na współpracę z Robem Williamsem, którego twórczość szczerze podziwiam.

O ulubionych seriach Odrodzenia

Tutaj w Polsce zacząłbym od Green Arrowa, Batmana, Supermana i Suicide Squad. Wszystkie te serie poradziły sobie bardzo dobrze na amerykańskim rynku, co jest dobrym prognostykiem sukcesu w innych krajach. W serii Green Arrow mamy ten sam zespół autorski, który pracował nad nią przed Odrodzeniem, co jest nietypowe. W przypadku wielu innych serii dokonaliśmy zmiany scenarzystów i rysowników, aby podbić sprzedaż i zainteresowanie, ale ten konkretny komiks jest dla mnie jako redaktora przypadkiem szczególnym. Pozostawiliśmy ten sam zespół autorski, który po prostu zmienił tonację opowieści i skupił się na Oliverze Queenie oraz jego relacji z Black Canary. Myślę, że to klasyczny motyw tej postaci i fani chcieli jego powrotu do mitologii Strzały. I to jest właśnie esencja tego, czym jest Odrodzenie – kiedy planowaliśmy imprint z Geoffem Jonesem, powiedział on, że to będzie jego list miłosny do uniwersum DC. Ta myśl towarzyszyła nam wszystkim.

Batman Toma Kinga jest fantastyczny. Pierwsza historia była niezła, ale opowieść o Bane jest niesamowita. Na pewno historia Supermana i jego syna jest bardzo poruszająca. Sądzę też, że Wonder Woman Grega Rucki i Liama Sharpa jest fantastycznym ujęciem tej postaci, w którym mieszają się różne elementy wymyślone przez wcześniejszych twórców.

Suicide Squad też jest OK (śmiech).

Doomsday Clock

To będzie kolejna epicka opowieść, która przetoczy się przez wszystkie komiksy DC. Batman odkryje powszechnie znaną przypinkę z uśmiechniętą buźką i to zapoczątkuje całą tajemnicę związaną z tym, skąd się ta przypinka wzięła i co ona oznacza. Będzie to początek historii, którą pisze Geoff Jones i rysuje Gary Frank. To będzie naprawdę znacząca rzecz, zarówno dla mitologii DC, jak i bohaterów Strażników. To także kolejny dowód na to, że staramy się powrócić do znajomych podstaw, a jednocześnie popychać fabułę i mitologię uniwersum do przodu poprzez przedstawienie tajemnicy Strażników i wyjaśnienie, dlaczego znaleźli się w uniwersum DC.

O wykorzystaniu postaci Alana Moore’a

Przy każdej decyzji musisz zważyć reakcje, które możesz otrzymać czy kontrowersje, które możesz wzbudzić oraz to, co potencjalnie możesz uzyskać na skutek tej decyzji. Taka analiza została przeprowadzona przez Geoffa i Gary’ego i poczuli oni, że mają historię tak niezwykłą, tak wielką, że warto otworzyć tę swoistą puszkę Pandory i wyruszyć na nieznane terytorium. Bardzo bym pragnął podzielić się z wami tą historią, ale nie mogę. Mogę jedynie powiedzieć, że będziecie nią zaskoczeni. To nie jest komiks typu Strażnicy kontra Uniwersum DC, gdzie postacie tłuką się ze sobą przez nieporozumienie, potem sobie wszystko wyjaśniają i wpadają sobie w objęcia. Nikt nie zamierza wyprodukować czegoś takiego. Moim zdaniem to najlepsza opowieść jaką Geoff kiedykolwiek napisał, jest bardzo osobista. Nie mogę się doczekać, kiedy się ukaże i ludzie będą mogli sami ją ocenić.

O nadmiarze komiksowych eventów

Nie mogę za bardzo mówić za inne wydawnictwa, bo nie mam wpływu na ich decyzje. W DC staramy się ograniczyć do jednego lub dwóch eventów rocznie. Staramy się też, aby były one przyjazne dla czytelników; na przykład jeśli chcesz przeczytać Metal, który wydajemy teraz, możesz po prostu przeczytać główną opowieść. Jeśli ci się spodoba, będziesz chciał dowiedzieć się więcej, masz do dyspozycji wiele powiązanych komiksów, ale ich przeczytanie nie jest konieczne do zrozumienia całej opowieści. Myślę, że to kiepski pomysł mówić czytelnikowi: „musisz kupić dwadzieścia pięć czy trzydzieści komiksów, żeby zrozumieć historię”.

Po zakończeniu eventów mamy zawsze czas odpoczynku, kiedy twórcy mogą skupić się na swoich indywidualnych opowieściach. Jednak to niezwykle ważne, aby rozumieć, że dzielimy to samo uniwersum, a eventy pozwalają nam sobie o tym przypomnieć.

O rysowaniu Punishera

To było na bardzo wczesnym etapie mojej kariery, kiedy mieszkałem w Berkeley, w Kalifornii, bardzo lewicowym mieście. W efekcie zawsze czułem się trochę zażenowany, że pracuję nad przygodami ultrafaszystowskiej postaci i w zasadzie nie przyznawałem się innym, nad czym pracuję. Kiedy ktoś pytał: „co robisz?”, mówiłem: „eee… rysuję…”. „Co masz na myśli, co rysujesz?” – “Eee… ko… komiksy?”. “Jakie komiksy?” – “Eee… superbohaterskie komiksy”. “O, a które? Znam kilku superbohaterów” – “Aaa.. nie znasz go, taki facet w niebieskim kostiumie z białym czymś na piersi”.

Berkeley to piękne miasto i świetnie mi się w nim mieszkało, ale wszyscy są tam dość liberalni.

Scenarzysta Punishera Carl Potts próbował uczłowieczyć trochę tę postać, dlatego dał mu pomocnika, Microchipa. Starał się uwypuklić człowieczeństwo, ale ostatecznie Punisher pozostawał samozwańczym obrońcą, zabijającym kryminalistów. To był zresztą czas takich właśnie postaci w popkulturze.

O rekordzie sprzedaży X-Men vol. 2 #1

Jaki był przepis na sukces? Powiedziałbym, że to kwestia odpowiedniego miejsca i odpowiedniego czasu. To był w ogóle bardzo interesujący okres biznesu komiksowego w Ameryce, kiedy rynek stał się czymś w rodzaju bańki. Wielu sprzedawców komiksów zarobiło wcześniej sporo pieniędzy na sprzedaży kart kolekcjonerskich ze sportowcami. Oni naprawdę wydrenowali ten rynek i nie mogli już więcej zarobić, więc wielu z nich przerzuciło się na biznes komiksowy. Zaczęli kupować całe kartony komiksów i nawet ich nie czytając sprzedawali je dalej innym sprzedawcom za podwójną cenę. To była zwykła spekulacja, która wysadziła później cały rynek w powietrze. I stąd się wzięło osiem milionów sprzedanych egzemplarzy; myślę, że może z milion osób przeczytało ten komiks, ludzie kupowali po kilka egzemplarzy. Ale to nigdy nie trwa długo, bo to nie poszerza liczby ludzi kupujących komiksy i rynek prędzej czy później się zapadnie. To zapoczątkowało naprawdę nieciekawy okres w naszym biznesie, ale wczesne lata dziewięćdziesiąte były bardzo obfite. Komiksy można było sprzedawać milionami i to zmieniło ten biznes.

Chwileczkę, chciałbym zmienić swoją odpowiedź. Po prostu zrobiliśmy absolutnie znakomity komiks (śmiech). Kiedy pojawiłem się w Marvelu X-Men było moim ulubionym komiksem i możliwość rysowania pierwszych zeszytów nowej serii była dla mnie ogromną szansą. Myślę, że ludziom naprawdę spodobał się fakt, że ponownie wprowadziliśmy wielu starych X-Menów i ponownie uczyniliśmy z Magneto złoczyńcę. Tak więc wiele wspaniałych rzeczy się wydarzyło, dla mnie był to wspaniały okres i spełnienie życiowego marzenia. Ta odpowiedź jest lepsza (śmiech).

O odejściu do Image

Chcieliśmy zmierzyć się z przekonaniem niektórych, że nasze komiksy odnosiły sukcesy, bo były o Spider-Manie czy X-Menach, a także dzięki Marvelowi – marce stojącej za tymi postaciami i ciągnącej biznes do przodu. Nie było refleksji, że może twórcy odgrywają jakąś istotną rolę. Spróbowaliśmy przełamać to przekonanie.

Nie mieliśmy pojęcia, czy Image będzie sukcesem. Było ryzyko, bo angażowaliśmy własne pieniądze. Ale wtedy miałem 27 lat i to był dobry moment, aby podjąć takie ryzyko. Miałem wówczas tylko jedno dziecko i pomysł robienia czegoś nowego pobudzał mnie. Mój ojciec chciał, abym został lekarzem, dlatego poszedłem na studia. Ale w gruncie rzeczy chciałem robić coś, w co wierzyłem, co mnie pasjonowało. Zawsze staram się robić coś nowego, nie stać w miejscu.

O wpływie powstania Image na współczesny rynek komiksowy

Wpłynęliśmy na biznes komiksowy na kilka sposobów. Po pierwsze, wyłowiliśmy wiele nowych talentów jak np. J. Scott Campbell, Ryan Benjamin, Lee Bermejo czy Travis Charest. Po drugie, wprowadziliśmy do komiksu komputerowe kolorowanie, co zmieniło wszystko. Wcześniej tego typu kolor funkcjonował tylko na obrzeżach komiksowego rynku, dzięki nam stał się normą. Po trzecie, obecny sukces Image dał twórcom z całego świata możliwość pracy dla Marvela lub DC i Image jednocześnie. To dało twórcom więcej opcji, niż kiedykolwiek w historii, co wytworzyło więcej wolności i mobilności autorów pomiędzy wydawnictwami. Myślę, że to bardzo pozytywna rzecz dla naszego biznesu.

O imprincie WildStorm

WildStorm był dla mnie próbą robienia komiksów tak dobrych, jak to tylko możliwe, dlatego starałem się zaangażować zarówno rysowników, jak i scenarzystów. Sądzę, że ludzie mogą trafić na komiks dzięki rysunkom, jednak do długofalowego sukcesu konieczne są dobre historie.

Pozyskaliśmy takich ludzi jak Warren Ellis, Steve Gerber, czy później Alan Moore, ale bardzo istotnym imperatywem było dla nas znajdowanie nowych talentów i przyciąganie ich do biznesu. To było ważne o tyle, że wielu uznanych twórców, którzy pracowali wcześniej dla Marvela czy DC, nie chciało podjąć ryzyka pracy z nami obawiając się, że trafią na czarną listę i nie będą mogli w przyszłości pracować dla potentatów.

O ABC i konflikcie Alana Moore’a z DC

Może niektórzy nie uwierzą, ale szczerze nie wiedziałem wtedy nic o przepychankach między Alanem Moore’em i DC. Kiedy dowiedziałem się o tym, zacząłem się obawiać, że Alan dowie się od osób postronnych, że sprzedajemy WildStorm DC. Razem ze Scottem Dunbierem, redaktorem WildStorm, który również jest znajomym Alana, wsiedliśmy do samolotu i polecieliśmy na spotkanie z Moore’em. Na szczęście to były czasy przed internetem i smsami, Alan otrzymywał wówczas wszelkie informacje za pośrednictwem faksu, więc były spore szanse, że jeszcze nie wie. Spotkaliśmy się z nim, powiedzieliśmy o wszystkim z pierwszej ręki i to był dobry pomysł, to pomogło wyzwolić pewne emocje. Ostatecznie wypracowaliśmy porozumienie, na mocy którego Alan kontynuował pracę w ABC. To zresztą działało nieźle, dopóki rok później nie pojawił się problem z figurkami Strażników, co zakończyło nasze relacje. Jestem bardzo wdzięczny za pracę, którą Alan wykonał, to był jeden z najlepszych materiałów, jakie wypuściliśmy. To przykre, że wszystko się tak zakończyło, ale musiałem zrobić to, co najlepsze dla WildStorm. A dołączenie do DC było jedną z najlepszych decyzji w mojej karierze.

O pracy dla DC Comics

Kiedy byłem mały, byłem naprawdę wielkim fanem DC. Później, jako nastolatek stałem się bardziej miłośnikiem Marvela; bardziej odnajdywałem się w postaciach, ich originy miały lepsze oparcie w nauce. Więc kiedy zacząłem pracę dla DC usiadłem i próbowałem przywołać rzeczy, które kochałem będąc dzieckiem. To pozwala znacznie łatwiej przeskoczyć do odmiennego uniwersum: masz klucz dostępu do mitologii, pamiętasz konkretne momenty swojego dzieciństwa, kiedy odczuwałeś radość odkrywając nowych bohaterów i ich przygody. Starałem się inspirować tymi wspomnieniami.

O pracy przy Batman: Hush

Kiedy trafiłem do Batmana byłem już od piętnastu lat w komiksowym biznesie i za sobą zeszyty X-men, więc miałem doświadczenie. Dzięki temu rysowanie Batmana było mniej problematyczne, wiązało się z mniejszym stresem. Oczywiście wiedziałem, że wielu najlepszych i zarazem moich ulubionych twórców (jak Neal Adams czy Frank Miller) pracowało przy Batmanie. Ja przed rozpoczęciem pracy musiałem podjąć wiele konkretnych decyzji, np. jak długie powinny być uszy, jak długa peleryna, jak dużo użyć czerni czy szarości, jak superbohaterski lub jak bardzo mroczny ma być ten komiks. Może się wydawać, że to są sprawy kosmetyczne, w rzeczywistości jednak są bardzo ważne.

Praca ze scenarzystą Jephem Loebem była ciekawym doświadczeniem; gdy rozmawialiśmy na temat postaci, w zasadzie powiedział: „zróbmy to tak, jak najbardziej lubisz”. Zaproponowałem kilka pomysłów, np. scenę w operze czy w Batjaskini ze wszystkimi Batmobilami. Loeb włączył te sceny do fabuły i w konsekwencji bardzo łatwo było mi je przenieść na papier.

O kontynuacji All Star Batman & Robin, the Boy Wonder

To jest coś, co bardzo chciałbym dokończyć. Frank Miller jest teraz dość zajęty, ponieważ robi dużo rzeczy dla DC i jesteśmy bardzo wdzięczni, że znów go mamy. Rozmawiałem z Frankiem o tym komiksie, wyznaczyliśmy sobie mapę drogową do jego zakończenia. Ale nie mogę nic obiecać, bo już obiecywałem w przeszłości i rozczarowywałem ludzi. Chcę mieć pewność, że kiedy powiem, że to się stanie – tak będzie. Tak czy inaczej, rozmawialiśmy o fabule, ile zeszytów jeszcze nam potrzeba – to jest ta łatwa część. Ta trudniejsza to usiąść i zrobić to.

O wzajemnej współpracy DC i Marvela

Taa, wykorzystujemy do tego celu specjalne rosyjskie konwoje, ale nie mogę o tym za wiele mówić (śmiech). Tak poważnie, to jest taka przyjacielska rywalizacja; myślę że dla obu firm jest ważne, aby być silnym. Teraz mamy najlepsze czasy w historii komiksowego biznesu, zarówno Marvel, jak i DC mają mocne oferty. I właśnie to przyciąga ludzi co tydzień do sklepów; jeśli tracisz fana komiksu, to – niezależnie od tego, co kupował – tracisz potencjał do sprzedaży mu czegoś fajnego w przyszłości.

O współczesnym rynku komiksowym

Dla nas zawsze najważniejszy jest rozwój biznesu, czy to poprzez znajdowanie nowych odbiorców, czy poprzez otwieranie nowych kanałów dotarcia, czy wreszcie przez promocję nowych formatów, jak np. komiksy cyfrowe. Nie ma dla nas znaczenia wielkość udziału w rynku, istotna jest jedynie sprzedaż. Oczywiście, możesz pompować wyniki zmuszając sprzedawców do zakupu większej ilości egzemplarzy poprzez dawanie różnych wariantów okładek czy rabatów, ale to nie oznacza, że trafią one do ostatecznych odbiorców, czyli czytelników. Na koniec dnia jedyne co się liczy, to żeby nasz komiks trafił do rąk tak wielu czytelników, jak to możliwe. Tylko to daje nam możliwość podejmowania ryzyka i rozwijana nowych pomysłów.

Myślę, że kluczowa dla przyszłości naszej branży jest świadomość, że właśnie teraz mamy fantastyczne możliwości wzrostu. Uznanie i rozpoznawalność tego, co robimy jest większa niż kiedykolwiek w historii, dzięki potędze mediów, serialom telewizyjnym, grom czy filmom.

Podstawowa grupa czytelnicza komiksów to ludzie w wieku 18-35 lat, ale potrzebujemy nowych czytelników, potrzebujemy młodszych czytelników, kobiecych czytelników i tak dalej. W tej chwili podejmujemy zresztą różne inicjatywy, o których nie mogę za wiele mówić. Ale pracujemy na przykład nad linią DC Super Hero Girls, zaprojektowaną dla dziewczynek w wielu lat sześciu i więcej, powiązaną z figurkami Matella i serialem animowanym. Ten komiks robi dla nas świetną robotę, stale jest w czołówce sprzedaży. To pokazuje, że jest potrzeba odmiennego materiału i że istnieją także inni czytelnicy, poza tymi tradycyjnymi. To jest ciężka praca, bo musisz wyłowić nowych autorów, nowych rysowników, zrobić wiele nowych rzeczy, ale jednocześnie to naprawdę ekscytujące dla mnie jako wydawcy – podjąć wyzwanie i rozwijać biznes. Naszym obowiązkiem jest zobaczyć okazję i ją wykorzystać, ponieważ opowieści superbohaterskie stały się ogromnym fundamentem popkultury.

O komiksowym kanonie

Rzeczy uważane za kanon są w nim zazwyczaj dlatego, że po prostu były najlepszymi pomysłami. Historie, na które czytelnicy reagowali najmocniej, stały się kanonem, koncepcjami powszechnie uznawanymi za element kluczowy danej postaci. My jako redaktorzy możemy powiedzieć, że dana historia jest ważna, ale ostatecznie to czytelnicy są tymi, którzy coś polubią, jakąś myśl czy pomysł. Dzielą to z twórcami, a ci mogą włączyć te pomysły do swoich opowieści, popularyzować. Na przykład Powrót Mrocznego Rycerza był tworzony poza kanonem, obok standardowej linii fabularnej. Jednak ta historia oddziaływała na fanów i twórców tak mocno, że w pewien podświadomy sposób wszyscy zaczęli zmierzać w stronę tego rodzaju tonacji. Standardowe komiksy zaczęły inkorporować te pomysły i wykuwać w ten sposób nowy kanon.

O roli redaktora

Nie sądzę, aby narzucanie czegokolwiek przyniosło coś dobrego we współpracy redaktora, wydawcy, scenarzysty i rysownika. Ja pracuję wykorzystując potęgę sugestii. Krytyka jest ważna, ale kiedy mówisz: „nie podoba mi się to” albo „to dla mnie nie gra”, to w pewnym sensie zamykasz drzwi nowym pomysłom. Jest zupełnie inaczej, jeśli powiesz: „czy zastanawiałeś się nad takim pomysłem?” lub „może to by rozwiązało problem?”. Pokazuję w ten sposób dobre nastawienie, rozumiem co mi oferujesz, ale ty także musisz aktywnie słuchać. Kiedy wytworzysz tego rodzaju atmosferę polemiki, wtedy możesz przedyskutować wszystko. Zwykle najlepsze pomysły wyłaniają się w toku takiej właśnie dyskusji. Jako wydawca muszę czasem powiedzieć: „nie możemy tego zrobić”, ale tylko jeśli przeprowadziłeś tego rodzaju otwartą dyskusję, twórca będzie wiedział, że aktywnie słuchasz jego opinii i to przyniesie ci finalnie najlepszy rezultat. Oczywiście ktoś musi podjąć ostateczną decyzję, czy ta postać zabije czy nie albo czy tamten bohater będzie nosić czerwone gacie na spodniach czy nie. Ale jeśli masz taką zdrową dyskusję, to w jakiś sposób najlepsze rozwiązanie samo się wyłoni.

O godzeniu życia zawodowego i rodzinnego

Lubię być zajęty, lubię podejmować wyzwania. Wiele z tego, co robię celowo jest tak zaplanowane, żeby zapewnić mi pewien rodzaj równowagi. Kiedy rysuję komiks, jest to bardzo samotnicze doświadczenie, pracuję w domu z bardzo małym zespołem. To niemal egoistyczne, ponieważ to moja wizja opowieści jest najważniejsza. Natomiast kiedy jesteś wydawcą, masz znacznie szersze spojrzenie; to bardzo bezinteresowne, bo bierzesz pod uwagę tylko to, co najlepsze dla komiksu, postaci czy czytelników; rozważasz kto będzie najlepszym scenarzystą czy rysownikiem dla danego projektu. Co istotne, to ty popychasz innych artystów, aby pomóc im w ich karierze, ponieważ to jest korzystne dla firmy.

Oczywiście posiadanie kariery i kochającej rodziny jest dla mnie niezwykle ważne. Nigdy bym nie poświęcił jednego dla drugiego. Kiedy pracujesz naprawdę ciężko nie ma nic lepszego, niż wrócić do domu, do rodziny, której nic nie obchodzą komiksy. Liczy się dla niej jedynie ojciec, który spędzi z nią trochę czasu, pogra w gry czy cokolwiek. I odwrotnie, to wspaniałe iść do biura i koncentrować się na pracy, kiedy masz wsparcie kochającej rodziny w domu.

O rysowaniu w stylu Jima Lee

Taa, to bardzo poważny problem (śmiech). Nie prosiłem nikogo, żeby rysował tak, jak ja. Odbieram to jako rodzaj pochlebstwa, ale to nie jest dobre. Pozwalam jednak ludziom popełniać ten błąd. Każdy jakoś zaczyna: naśladujesz Jima Lee, bo myślisz, że to się sprzeda, że tak zdobędziesz pracę, ale to nie jest to, co kochasz. To nie jest dobra sytuacja. Ale jeśli pracujesz więcej, dorastasz, twój styl staje się bardziej osobisty. Kiedy Lee Bermejo zaczynał karierę w komiksie rysował mocno w stylistyce Image, ale kiedy dojrzał, dorósł i znalazł swój własny, niesamowity styl.

Porady dla początkujących rysowników

Moja rada zależy od tego, w jakim jesteś wieku. Jeśli masz mniej niż 18 lat, mówię: rysuj to co lubisz, ciesz się tym, ponieważ wówczas najważniejsze jest odkrywanie radości z rysowania. Gdy przekroczysz osiemnastkę, kup sobie szkicownik i jakieś profesjonalne narzędzia. Rzucaj sobie wyzwania, aby opowiadać historie, zmuś się do rysowania pełnych stron narracji. Jeśli masz 22-23 lata udawaj, że masz już pracę. Wielu ludzi w tym wieku potrafi rysować, ale robią to raz czy dwa w tygodniu. Spróbuj rysować cztery, sześć, osiem godzin codziennie przez pięć dni w tygodniu. Przy takim poziomie praktyki po prostu musisz być lepszy, tak jak w każdej innej dziedzinie, obojętnie czy grasz na pianinie czy w futbol.

To jest najtrudniejszy etap dla każdego rysownika; każdy wyobraża sobie tworzenie komiksów i radość z tego płynącą, ale nikt nie spodziewa się ile godzin trzeba poświęcić na pracę i jak trudne jest to fizycznie dla pleców, ręki czy głowy. Tu często rozbijają się marzenia, wielu ludzi je porzuca, kiedy trafia na ten mur. Ale w pracy rysownika dyscyplina jest bardzo ważnym mięśniem, trzeba go rozwijać.

Autorem opracowania jest Michał Siromski. Więcej o nim dowiecie się tutaj.

Korekta: Monika Banik.

Współpraca: Michał Chudoliński.

Oceń wpis:
[Głosów: 5]
Jim Lee. Wywiad written by Chudyśrednia ocen5/5 - 5oceny użytkowników