Batman. Jestem Bane (Rebirth) | Gotham w Deszczu

Batman. Jestem Bane (Rebirth)

Dodano: 4 lipca 2018

[Głosów: 0]

Jestem Bane to bezpośrednia kontynuacja Jestem samobójcą – Batman (a wraz z nim całe miasto) muszą zmierzyć się z konsekwencjami wykradzenia Psychopirata z Santa Prisca. Bane, pełen venomu, przybywa do Gotham.

Tym razem Kingowi udaje się uniknąć wspominania o łamaniu kręgosłupa w co drugiej interakcji między Nietoperzem a Zgubą, co już jest znaczącą poprawą w porównaniu z poprzednim tomem (choć, oczywiście, takowe wtręty muszą się u Kinga pojawić). Scenarzysta, wreszcie, w kwestii starcia między tymi dwiema postaciami wychodzi poza wymiar czysto fizyczny – to przede wszystkim walka woli, gdzie wygrywa ten, który nie da się drugiemu złamać, który mimo wszystko się nie podda. Cieszy również fakt rozrysowania tak głębokich paralel między ich młodością, tym w jakich warunkach dorastali i co ich motywowało (i dalej motywuje) do działania. Zmusza to czytelnika do zastanowienia się: „A co gdyby…?” i świetnie wpisuje się w mythos Batmana, gdzie każdy z poważniejszych złoczyńców jest odbiciem, czy może raczej zniekształceniem, pewnych cech Mrocznego Rycerza. Ten dualizm postaci i narracji napędza Jestem Bane.

King ponownie zawodzi jednak, jeżeli chodzi o sceny walki. Po pierwsze, Bane przebija się przez przeciwników jak przez papier, nawet tych z Bat-rodziny (nimi zresztą złoczyńca zajmuje się off-screen, co wydaje się bardzo chybionym pomysłem) i, jak w Jestem samobójcą dochodzi do (kolejnego) starcia z Nietoperzem. Sama walka to typowe walenie się po szczękach, przy którym równolegle toczy się fenomenalny dialog wewnętrzny Batmana, ale całość kończy się… jednym ciosem, czyli najbardziej sztampowym rozwiązaniem walki obecnym w każdym komiksie superbohaterskim. Jednak największym zastrzeżeniem wobec tej konfrontacji jest fakt, że Wayne wie, że Bane nadchodzi, wie, że będzie próbował odbić Pirata – ale mimo to nijak się nie przygotowuje do próby powstrzymania go. Stawia wszystko na starcie fizyczne, o którym z góry wie, że stoi na przegranej pozycji i które już przecież niejednokrotnie w swojej karierze przegrywał. I to ma być Batman, przygotowany na wszystko geniusz strategii?

Natomiast cała reszta poza wątkiem głównym, kwestia pogłębiania postaci Nietoperza, jego relacji z innymi, genezy i motywacji jest poprowadzona świetnie – warto tu zwrócić uwagę przede wszystkim na rozmowę Batmana z Claire. King znakomicie balansuje między groteską i hiperbolami świata superbohaterskiego, a dość realistyczną psychologią głównego bohatera. Może się podobać również fakt, że scenarzysta nie boi się ryzyka: ostatni zeszyt wieńczy wydarzenie, które ma szansę odmienić bat-uniwersum na jakiś czas.

Od strony graficznej Jestem Bane prezentuje się poprawnie z kilkoma ponadprzeciętnymi kadrami – choć w niektórych miejscach boli brak większej szczegółowości. Cieszy za to całkowite odejście od plastikowego stylu przedstawiania postaci z Nowego 52.

Od samego początku tego bestsellerowego runu (i świadomie samobójczej decyzji Batmana z Jestem Gotham) mam wobec niego mieszane odczucia. Z jednej strony na poziomie budowania postaci i dodawania głębi Nietoperzowi, wychodzenia w tej kwestii poza schematy gatunku superbohaterskiego, Tom King to najlepsze co przydarzyło się Gackowi od wielu lat. Z drugiej jednak strony, wątpliwości budzi sposób prowadzenia fabuły i nacisk na siłowe rozwiązywanie konfliktów przez Batmana. Mam cichą nadzieję, że Wojna żartów i zagadek, gdzie antagonistami będą postacie stawiające bardziej na sferę umysłową, pokaże wreszcie, że poza dbaniem o psychologię Nietoperza, King umie także tworzyć fascynujące historie.

Autorem powyższej recenzji jest Bartłomiej Łopatka – filolog francusko-angielski, fan fantastyki, Batmana, Gwiezdnych Wojen i Rona Swansona. W wolnych chwilach udaje, że jest programistą.

Korekta: Anna Ptaszyńska.

Serdeczne podziękowania dla księgarni internetowej Tania Książka za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Tytuł komiksu: Batman, tom 3. Jestem Bane

Scenariusz: Tom King

Rysunki: Danny Miki, David Finch, Jordie Bellaire

Okładka: Danny Miki, David Finch, Jordie Bellaire

Data wydania: czerwiec 2018

Data wydania oryginału: wrzesień 2017

Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz

Druk: kolor

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Format: 167×255 mm

Stron: 156

Cena: 39,99 zł

Wydawnictwo: Egmont

Oceń wpis:
[Głosów: 0]