Aquaman – Recenzja filmu

Dodano: 19 grudnia 2018

[Głosów: 0]

ABSURDALNY ROZMACH

Chociaż Aquaman jest jednym z najstarszych bohaterów wydawnictwa DC Comics (jego komiksowy debiut przypada na 1941 rok) oraz współzałożycielem oryginalnej Ligi Sprawiedliwości, przez lata stanowił obiekt kpin. Określany lekceważącym mianem „gadającego z rybami”, Arthur Curry był przed długi czas uznawany za dziecinnego i bezużytecznego. Jego pierwszy film kinowy (w którym gra główną rolę, w przeciwieństwie do „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” oraz „Ligi Sprawiedliwości”) radykalnie zmienia ten wizerunek, ukazując go jako niezwykle potężnego bohatera o interesującej, złożonej osobowości, zamieszkującego fascynujący świat. Dzieło reżysera Jamesa Wana ratuje także reputację kinowego uniwersum DC, stanowiąc kolejny – po „Wonder Woman” –  krok we właściwym kierunku dla tej serii.

 

Arthur Curry (Jason Momoa) jest synem latarnika Thomasa Curry’ego (Temuera Morrison, znany z roli Jango Fetta w „Gwiezdnych Wojnach”) i królowej Atlantydy, Atlanny (Nicole Kidman). Jednak pomimo bycia prawowitym następcą tronu podwodnego królestwa woli służyć mieszkańcom powierzchni jako Aquaman. Wie poza tym, iż będąc mieszańcem nigdy nie zostanie zaakceptowany przez Atlantów. Gdy jednak dowiaduje się, że obecny władca, jego przyrodni brat Orm (Patrick Wilson), zamierza zaatakować powierzchnię, nie ma innego wyjścia – aby go powstrzymać, musi przejąć tron. W tym celu wyrusza z księżniczką Merą (Amber Heard) na poszukiwanie trójzęba pierwszego władcy Atlantydy, którego moc uczyni go władcą oceanów. Ich tropem podąża wynajęty przez Orma Black Manta (Yahya Abdul-Mateen II), odziany w zaawansowaną technologicznie zbroję pirat szukający zemsty na Aquamanie za śmierć swojego ojca.

Fabuła filmu jest bardzo prosta i schematyczna. Momentami jego konstrukcja przypomina wręcz grę komputerową. Bohaterowie wygłaszają długie monologi, w których opisują wydarzenia z przeszłości i tłumaczą, jakie zadanie należy wykonać. Po tego rodzaju ekspozycji następuje z kolei scena akcji. Poruszane motywy przypominają „Thora” i „Czarną Panterę” Marvela, ale film Wana pozbawiony jest ich moralnej niejednoznaczności, zwłaszcza w przypadku postaci czarnego charakteru. Jak jednak pokazała „Wonder Woman”, prostota fabuły i postaci nie musi być wadą. Jednym z największych problemów „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” była właśnie niepotrzebnie skomplikowana historia, pełna aluzji do innych bohaterów i wątków. Nie licząc krótkiej wzmianki o Steppenwolfie, przeciwniku z „Ligi Sprawiedliwości”, film stanowi odrębne dzieło. „Aquaman” nie obfituje również w liczne zwroty akcji. Już na samym początku jego twórcy świadomie rezygnują z tego, aby plan Orma, mający na celu sprowokowanie wojny z powierzchnią, był tajemnicą. Ma to jednak sens, ponieważ jest to bardzo przewidywalny podstęp, którego ujawnienie nie byłoby zaskoczeniem. Nawet Mera zwraca na to uwagę; również jej ojciec, król Nereus (Dolph Lundgren), doskonale o tym wie.

„Aquaman” rekompensuje jednak swoją prostotę fabularną imponującym rozmachem wizualnym oraz odwagą w czerpaniu inspiracji z najbardziej absurdalnych elementów komiksowego świata. Film wyraźnie wzoruje się na historiach autorstwa Geoffa Johnsa z uniwersum „The New 52” (chociaż na kartach komiksu wątki te są przedstawione w bardziej szczegółowy i złożony sposób). Imponuje również fakt, że „Aquaman” nie wstydzi się wypowiadać na głos najbardziej niedorzecznych imion swoich bohaterów. Ich komiksowa absurdalność jest ukrywana w wielu filmach superbohaterskich, nawet Marvela – często są wplatane w dialog lub zastępowane „cywilną” tożsamością danej postaci. W filmie Jamesa Wana imiona trzech bohaterów – Aquaman, Ocean Master (tytuł Orma) i Black Manta – nie tylko są wypowiadane wprost i na głos, ale z wyjątkowo melodramatyczną emfazą.

 

Komiksowy świat Aquamana został ukazany w filmie dzięki niezwykłym efektom specjalnym, tworząc wspomniany wcześniej imponujący rozmach wizualny. Podwodne krainy oraz zamieszkujące je ludy i stwory zachwycają swoją różnorodnością, a także bawią swoją absurdalnością – jak na przykład ośmiornica grająca na bębnach lub rekiny z laserowymi działami, których domagał się doktor Zło w komedii „Austin Powers”. Ponadto sceny te są bardzo dobrze oświetlone, olśniewają widzów bogatą gamą wyrazistych kolorów. Efekty specjalne tworzą również niezwykle przekonujące złudzenie, że aktorzy przebywają pod wodą. Ich głosy są zniekształcone, włosy falują, a ruchy przypominają pływanie.

 

Ogólny klimat „Aquamana”, z jego fabularną prostotą, wizualnym rozmachem, scenami akcji, absurdalnymi elementami i humorem, przywodzi na myśl Kino Nowej Przygody z lat 80., między innymi cykl o Indianie Jonesie. Gigantyczny potwór, Karathen, przypomina japońskie kaijū, zaś podróż do Królestwa Otchłańców to scena rodem z horroru – gatunku, w którym James Wan ma doświadczenie. Warto przy tym zwrócić uwagę, że chociaż film nie jest pozbawiony poczucia humoru, wszystkie elementy jego świata, choćby najbardziej niedorzeczne, są traktowane z pełną powagą, jako coś normalnego i oczywistego. Stanowi to miłą odmianę po kolejnych częściach uniwersum Marvela, w których nadmiar żartów bywa nużący i często nie pozwala wybrzmieć dramatycznym momentom.

Należy wreszcie wspomnieć o postaciach zamieszkujących ten świat. Aquaman, wbrew wyglądowi i przybieranej pozie twardego bohatera, jest znacznie bardziej skomplikowany, a przez to ciekawszy. Imponuje swoją siłą i bawi poczuciem humoru, ale potrafi być także zaskakująco wrażliwy i okazywać troskę o innych. Popełnia błędy, odczuwa strach i zdaje sobie z tego sprawę, dzięki czemu zachowuje pokorę. Wszystkie te cechy, które doskonale oddaje Jason Momoa, uczłowieczają go i budzą sympatię u widzów. Jego przyrodni brat Orm ma całkowicie odmienny charakter – to arogancki, bezwzględny i brutalny władca. Niestety, nie jest przy tym fascynującym, skomplikowanym przeciwnikiem jak Killmonger w „Czarnej Panterze” – ma bardzo prostą motywację, a twórcy filmu nie poświęcają mu zbyt dużo czasu, aby widzowie mogli go lepiej poznać i zrozumieć. Wyjątkiem są dwie krótkie sceny, przed pierwszą walką z Arthurem i pod sam koniec filmu, ukazujące jego relacje z innymi członkami rodziny. Na ogół jednak, zamiast strachu lub respektu, Patrick Wilson budzi śmiech swoimi krzykami i pełnymi patosu kwestiami – co mogło być zamierzonym zabiegiem ze strony twórców, aby wiernie oddać kampowy charakter komiksów. Wynajęty przez Orma pirat, Black Manta, który w komiksach jest największym przeciwnikiem Aquamana, ma interesującą genezę. Początek filmu przedstawia jego bliską relację z ojcem, którego poruszająca śmierć daje mu uzasadnioną motywację, aby nienawidzić Arthura. Dzięki swojej imponującej zbroi, wiernie odtworzonej z komiksów, może brać udział w efektownych sekwencjach akcji. Chociaż nie ma dużo czasu ekranowego, twórcy filmu dają do zrozumienia w scenie w środku napisów, że odegra większą rolę w kolejnej części. Ukochana Aquamana, Mera, nie jest niestety zbyt rozwiniętą postacią, jednak kontrast jej rozsądku z lekkomyślnością Arthura stanowi źródło humoru, zaś umiejętność kontrolowania wody robi duże wrażenie. Królowa Atlanna jest zarówno waleczną, zaradną i charyzmatyczną przywódczynią, jak i kochającą matką. Rozczarowuje niestety Vulko (Willem Dafoe), który w komiksach Geoffa Johnsa jest o wiele ciekawszą i bardziej złożoną postacią, tu zaś pełni jedynie typową rolę mentora.

„Aquaman” Jamesa Wana to obok „Wonder Woman” najlepszy film kinowego uniwersum DC. Stanowi bezpretensjonalną rozrywkę o wyjątkowym rozmachu. Jest dziełem czerpiącym obficie z komiksowego źródła, umiejętnie i odważnie wykorzystuje jego bogactwo i absurdalność. Wszystkie te elementy zostały przekonująco przedstawione dzięki niezwykłym efektom specjalnym. Całość dopełnia doskonały odtwórca roli głównej – charyzmatyczny, zabawny i budzący sympatię Jason Momoa, który ma szansę zapisać się w historii kina superbohaterskiego jako aktor, którego interpretacja komiksowej postaci będzie stanowić wzór i punkt odniesienia.

Autorem recenzji jest Jakub Michalik. Tytuł magistra filologii angielskiej w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego, autor pracy poświęconej cechom amerykańskiego gotyku w twórczości Stephena Kinga. Zainteresowania: wielkie dzieła literatury światowej (szczególnie okres amerykańskiego romantyzmu, epoki wiktoriańskiej i modernizmu), socjologia kultury popularnej, gatunek superbohaterski w komiksie i filmie, przekład literacki, historia kina, krytyka filmowa. Fan Batmana.

 

Korekta: Aleksandra Wucka

 

Tytuł: „Aquaman”

Reżyseria: James Wan   

Scenariusz: David Leslie Johnson-McGoldrick, Will Beall

Obsada: Jason Mamoa, Amber Heard, Willem Dafoe, Patrick Wilson, Dolph Lundgren, Yahya Abdul-Mateen II, Nicole Kidman

Zdjęcia: Don Burgess

Muzyka: Rupert Gregson-Williams

Montaż: Kirk Morri

Scenografia: Bill Brzeski

Kostiumy: Kym Barrett

Czas trwania: 143 minuty

Oceń wpis:
[Głosów: 0]